
Dyspozytor w przedsiębiorstwie taksówkowym nie chciał przyjąć wezwania.
– Każemy wszystkim wozom zjeżdżać do bazy, proszę pani. Warunki na ulicach są straszne. Ale proszę podać nazwisko i numer telefonu. Kiedy usłyszał jej nazwisko, zmienił ton. – Neeve Kearny! Czemu pani nie powiedziała, że jest pani córką komisarza? Na pewno odstawimy panią do domu.
Taksówka przyjechała za dwadzieścia siódma. Centymetr po centymetrze wlekli się przez niemal nieprzejezdne ulice. Kierowca nie był zachwycony dodatkowym postojem.
– Proszę pani, chciałbym jak najszybciej odstawić wóz.
W mieszkaniu Ethel nikt nie odpowiadał, a Neeve daremnie dobijała się do dozorcy. W kamienicy znajdowały się cztery inne mieszkania, ale nie znała lokatorów i nie mogła ryzykować zostawienia ubrań u obcych ludzi. W końcu wyrwała czek z książeczki i na odwrocie napisała: „Mam Twoje zamówienie. Zadzwoń do mnie, kiedy wrócisz”. Podała swój domowy numer telefonu i wsunęła wiadomość pod drzwi. Potem, uginając się pod ciężarem worków i pudeł, wróciła do taksówki.
* * *
W mieszkaniu Ethel Lambston czyjaś ręka sięgnęła po notatkę, którą Neeve wsunęła pod drzwi, przeczytała ją, wyrzuciła i wróciła do poszukiwań studolarowych banknotów, które pisarka regularnie chomikowała pod dywanami albo między poduszkami kanapy, pieniędzy, żartobliwie nazywanych „alimentami od tego palanta Seamusa”.
Myles Kearny nie mógł odpędzić dokuczliwego niepokoju, który narastał w nim od tygodni. Jego babka posiadała coś w rodzaju szóstego zmysłu. „Mam przeczucie – mawiała. – Nadchodzą kłopoty”. Myles wyraźnie pamiętał, jak miał dziesięć lat i babka dostała zdjęcie jego kuzyna z Irlandii. Zawołała: „On ma śmierć w oczach!”. Dwie godziny później zadzwonił telefon. Kuzyn zginął w wypadku.
Siedemnaście lat temu Myles zlekceważył groźbę Nicky’ego Sepettiego.
