
Im bardziej zbliżała się pora przyjazdu Ruth, tym mocniej ręce mu się trzęsły. Czy żona zauważy w nim jakąś zmianę?
Wróciła piętnaście po piątej.
– Okropne korki – oznajmiła zrzędliwie.
– Dałaś im potwierdzony czek i wyjaśniłaś z tamtym? – zapytał, ignorując jej napastliwy ton.
– Oczywiście. I powiem ci, że kwestor był zaszokowany, kiedy mu opowiedziałam, jak Ethel Lambston ściąga z ciebie alimenty przez tyle lat. Pół roku temu wystąpiła u nich na panelu i pyskowała o równe płace dla kobiet.
Ruth przyjęła od niego kieliszek wina i pociągnęła długi łyk. Ze wstrząsem odkrył, że gdzieś po drodze przejęła od Ethel zwyczaj oblizywania ust po zakończeniu gniewnej wypowiedzi. Czy to prawda, że żenimy się zawsze z taką samą kobietą? Na tę myśl miał ochotę wybuchnąć histerycznym śmiechem.
– No, powiedz wreszcie, rozmawiałeś z nią? – warknęła Ruth. Seamusa ogarnęło wielkie zmęczenie. Wspomniał ową finalną scenę.
– Tak, rozmawiałem z nią. – I…
Starannie dobierał słowa.
– Miałaś rację. Nie chce, żeby się rozeszło, że ściągała ode mnie alimenty przez te wszystkie lata. Zgodziła się zdjąć mnie z haka.
Ruth odstawiła kieliszek ze zmienioną twarzą.
– Nie wierzę. Jak ją przekonałeś?
Szyderczy, urągliwy śmiech Ethel w odpowiedzi na jego błagania i pogróżki. Wzbierająca w nim fala prymitywnej wściekłości, przerażenie w jej oczach… Jej ostatnia groźba… O Boże…
– Ethel nie będzie już za twoje pieniądze kupować kosztownych fatałaszków u Neeve Kearny i objadać się smakołykami.
Triumfalny śmiech żony ranił uszy, słowa wbijały się w mózg. Seamus odstawił kieliszek.
– Dlaczego tak powiedziałaś? – zapytał cicho żonę.
W sobotni ranek śnieżyca ustała i ulice zrobiły się przejezdne. Neeve zawiozła wszystkie ubrania Ethel z powrotem do sklepu. Betty pośpieszyła jej na pomoc.
