
– Nie mów, że nic jej się nie podoba?
– Skąd mam wiedzieć? – burknęła Neeve. – Nie było jej w domu. Przysięgam na Boga, Betty, kiedy pomyślę, jak nas popędzała, mam ochotę udusić ją tymi szmatami.
To był pracowity dzień. Zamieścili w „Timesie” niewielką reklamę wzorzystych sukienek i płaszczy przeciwdeszczowych, która wywołała entuzjastyczną reakcję. Neeve z błyszczącymi oczami patrzyła, jak sprzedawczynie wypisują gigantyczne rachunki. Jeszcze raz w duchu podziękowała Salowi za to, że postawił na nią przed sześciu laty.
O drugiej Eugenia, czarna była modelka, obecnie prawa ręka Neeve, przypomniała jej, że nie zrobiła sobie przerwy na lunch.
– Mam trochę jogurtu w lodówce – zaproponowała.
Neeve właśnie pomagała jednej ze stałych klientek wybrać perłową suknię za cztery tysiące dolarów na ślub córki. Uśmiechnęła się przelotnie.
– Wiesz, że nie znoszę jogurtu. Poślij po kanapkę z sałatką z tuńczyka i dietetyczną colę, okay?
Dziesięć minut później, kiedy do gabinetu dostarczono zamówienie, stwierdziła, że umiera z głodu.
– Najlepsza sałatka z tuńczyka w Nowym Jorku, Denny – oświadczyła.
– Skoro pani tak mówi, panno Kearny. – Jego blada twarz wykrzywiła się w przymilnym uśmiechu.
Pośpiesznie przełykając lunch, Neeve wybrała numer Ethel. Znowu nikt nie odpowiadał. Przez całe popołudnie recepcjonistka próbowała ją złapać. Pod koniec dnia Neeve powiedziała do Betty:
– Jeszcze raz zabiorę te rzeczy do domu. Nie zamierzam tracić niedzieli i przyjeżdżać tutaj, jeśli Ethel nagle zdecyduje, że musi złapać samolot i potrzebuje wszystkiego za dziesięć minut.
– Jak ją znam, każe samolotowi specjalnie podjechać do bramki, jeśli się spóźni – prychnęła krawcowa.
Obie wybuchnęły śmiechem, ale potem Betty dodała cicho:
– Pamiętasz te swoje zwariowane przeczucia, Neeve? Przysięgam, że się udzielają. Ethel jest istnym utrapieniem, ale jeszcze nigdy nie zrobiła takiego numeru.
