
Ale miała również oko do nowych projektantów. Neeve wciąż przechowywała szpilkę z kameą, którą jeden z nich podarował Renacie. Wprowadziła jego linię pierwsza.
– Twoja mama pomogła mi się przebić – wspominał Jacob Gold. Piękna kobieta i znała się na modzie. Jak ty.
To był największy możliwy komplement z jego strony.
Dzisiaj, kiedy Neeve wędrowała od Siódmej Alei w stronę Zachodnich Trzydziestych, odczuwała nieokreślony niepokój. Coś w jej psychice pulsowało boleśnie niczym emocjonalny chory ząb. Mruknęła do siebie: Niedługo naprawdę zmienię się w przesądną Irlandkę, która zawsze „wyczuwa” kłopoty za rogiem.
W Artless Sportswear zamówiła lniane blezery i pasujące szorty bermudy.
– Lubię pastele – mruknęła – ale one potrzebują jakiegoś dynamitu.
– Proponujemy tę bluzkę. – Ekspedient z bloczkiem zamówień w ręku wskazał rząd bladych nylonowych bluzek z białymi guzikami.
– Nie. Nadają się pod szkolny mundurek. – Neeve przespacerowała się po sali wystawowej, a w końcu dostrzegła kolorowe jedwabne podkoszulki. – O to mi chodzi.
Wybrała kilka w barwne wzory i wróciła z nimi do kompletów.
– Ten z brzoskwiniowym; ten z fiołkowym. No, teraz do czegoś dochodzimy.
U Victora Costy wybrała romantyczne szyfony z dekoltem w łódkę, które powiewały na wieszakach. I jeszcze raz powróciła do niej matka. Renata w czarnej aksamitnej sukni od Victora Costy, wychodząca na sylwestrowe przyjęcie z Mylesem. Na szyi miała gwiazdkowy prezent od niego, naszyjnik z pereł z wisiorkiem wysadzanym brylancikami.
– Wyglądasz jak księżniczka, mamo – powiedziała wtedy Neeve. Tamta chwila wyryła się w jej pamięci. Była taka dumna z rodziców.
Wyprostowany i elegancki Myles, z przedwcześnie posiwiałymi włosami; Renata – smukła, z kruczoczarnymi lokami upiętymi w kok.
Następnego sylwestra niewielu gości przyszło do ich mieszkania. Ojciec Devin Stanton, który został teraz biskupem, i wujek Sal, wciąż usiłujący wyrobić sobie markę jako projektant. Herb Schwartz, zastępca Mylesa, z żoną. Renata nie żyła od siedmiu tygodni…
