Minęli się bez słowa, jednak Neeve odniosła wrażenie, że z postaci mężczyzny emanował gniew. Słyszała, że każdy człowiek wydziela aurę. Nie chcę teraz zobaczyć koloru aury Gordona, pomyślała, wchodząc spiesznie do biura Sala.

Kiedy recepcjonistka spostrzegła Neeve, natychmiast zadzwoniła do prywatnego gabinetu szefa. Po krótkiej chwili Anthony della Salva, wujek Sal, wypadł z rozmachem przez drzwi. Jego twarz cherubina promieniała, kiedy śpieszył objąć gościa.

Neeve uśmiechnęła się na widok stroju Sala. Stanowił najlepszą żywą reklamę swojej wiosennej kolekcji męskich ubrań. Jego wersja stroju safari wyglądała jak skrzyżowanie kombinezonu spadochroniarza z Jungle Jimem w najlepszym wydaniu.

– Wyglądasz bosko. Za miesiąc całe East Hampton będzie to nosić powiedziała z aprobatą, całując go na przywitanie.

– Już nosi. Nawet w Iowa City za tym szaleją. To mnie trochę przeraża. Chyba tracę wyczucie. Chodź, nie chcę na to patrzeć.

Po drodze do swojego gabinetu zatrzymał się, żeby przywitać kilku handlowców spoza miasta.

– Czy ktoś państwa obsługuje? Czy Susan dobrze się wami zajęła? Wspaniale. Susan, pokaż kolekcję wypoczynkową. Sama wyjdzie ze sklepu, zapewniam was.

– Wujku, chcesz sam ich obsłużyć? – zapytała Neeve, kiedy przechodzili przez salę wystawową.

– Absolutnie nie. Zmarnują dwie godziny Susan i w końcu kupią trzy czy cztery najtańsze sztuki. – Z westchnieniem ulgi zamknął drzwi do swoich prywatnych pokojów. – To był zwariowany dzień. Skąd oni wszyscy biorą pieniądze? Znowu podniosłem ceny. Są skandaliczne, a ludzie biją się o zamówienia – mówił z obłudnie świętoszkowatym uśmiechem.

Przez ostatnie lata okrągła twarz Sala zrobiła się pulchna, a szpareczki oczu niemal ginęły pod ciężkimi powiekami. On, Myles i biskup dorastali w tej samej okolicy Bronksu, razem grali w baseball kijami od szczotek, razem poszli do szkoły średniej imienia Krzysztofa Kolumba. Trudno było uwierzyć, że on też ma sześćdziesiąt osiem lat.



40 из 235