– Właśnie dostałam rolę pokojówki w nowej sztuce – wyznała, odbierając pudła od Neeve. – Pomyślałam, że poćwiczę. Jeśli Ethel jest w domu, padnie z wrażenia, gdy mnie zobaczy w kostiumie – zakończyła z doskonałym szwedzkim akcentem.

Energiczne dzwonienie nie wywołało żadnej reakcji w mieszkaniu Ethel. Tse-tse wygrzebała z torebki klucz. Otworzyła drzwi, odsunęła się na bok i przepuściła swą towarzyszkę pierwszą. Z westchnieniem ulgi Neeve upuściła naręcze ubrań na kanapę.

– Dzięki Bogu – mruknęła prostując się i nagle umilkła.

Muskularny młody człowiek stał w korytarzyku prowadzącym do łazienki i sypialni. Widocznie właśnie się ubierał, bo w ręku trzymał krawat. Miał na sobie nie całkiem zapiętą wykrochmaloną białą koszulę. Bladozielone oczy, zwężone z irytacji, spoglądały z twarzy, która w innych okolicznościach mogła wyglądać atrakcyjnie. Nieuczesane włosy spadały na czoło niesforną masą loków. Zaskoczenie Neeve na ów widok ustąpiło miejsca przelotnemu wrażeniu, że splątane włosy mężczyzny stanowią produkt pianki fryzjerskiej. Za plecami usłyszała, jak Tse-tse gwałtownie wciąga powietrze.

– Kim pan jest? – zapytała Neeve. – I dlaczego pan nie otwierał drzwi?

– Myślę, że wy najpierw powinnyście odpowiedzieć na to pytanie odparł nieznajomy sarkastycznym tonem. – A drzwi otwieram, kiedy mi się podoba.

Tse-tse przejęła inicjatywę.

– Pan jest bratankiem pani Lambston – oświadczyła. – Widziałam pana zdjęcie. – Jej szwedzki akcent na przemian narastał i zanikał. – Pan się nazywa Douglas Brown.

– Wiem, kim jestem. Może teraz panie zechcą się przedstawić? – Sarkazm w głosie mężczyzny nie ustępował.

Neeve poczuła, że ogarnia ją złość.

– Jestem Neeve Kearny – oznajmiła. – A to Tse-tse. Sprząta mieszkanie pani Lambston. Zechce mi pan powiedzieć, gdzie jest pańska ciotka? Nalegała, że potrzebuje tych ubrań na piątek, i od tamtej pory wożę je tam i z powrotem.



44 из 235