
– Więc pani jest Neeve Kearny. – Teraz uśmiech stał się wręcz bezczelny. – „Buty numer trzy nosić z beżowym kostiumem. Do tego torebka numer trzy i biżuteria z pudełka A”. Robi to pani dla wszystkich?
Neeve wysunęła podbródek do przodu.
– Pani Lambston jest bardzo dobrą klientką i bardzo zajętą pisarką. Ja też jestem bardzo zajęta. Czy pani Lambston jest w domu, a jeśli nie, to kiedy wraca?
Douglas Brown wzruszył ramionami. Wrogi wyraz jego twarzy nieco złagodniał.
– Nie mam pojęcia, gdzie jest moja ciotka. Prosiła mnie, żebym spotkał się z nią tutaj w piątek po południu. Chciała, żebym coś dla niej zrobił.
– W piątek po południu? – powtórzyła szybko Neeve.
– Tak. Przyszedłem, ale jej nie było. Mam klucz, więc wszedłem do środka. Nie pokazała się, więc pościeliłem sobie na kanapie. Właśnie wymówiono mi mieszkanie, a YMCA nie jest w moim guście.
Wyjaśnienie brzmiało trochę zbyt gładko. Neeve rozejrzała się po pokoju. Na jednym końcu kanapy, gdzie rzuciła ubrania, leżały poduszka i skłębiony koc. Na podłodze przed kanapą piętrzyły się sterty papierzysk. Wcześniej, kiedy tutaj przychodziła, notatki i czasopisma zaścielały kanapę tak dokładnie, że nie dało się odgadnąć koloru obicia. Wycinki z gazet spięte zszywaczami walały się na podręcznym stoliku. Ponieważ mieszkanie znajdowało się na parterze, okna były zakratowane i nawet te kraty wykorzystano jako segregatory. Po drugiej stronie pokoju otwarte przejście prowadziło do kuchni. Jak zwykle blaty kuchenne wyglądały na zagracone. Ściany pokrywały zawieszone byle jak, niedbale oprawione zdjęcia Ethel, wycięte z gazet i czasopism. Ethel otrzymująca nagrodę Czasopisma Roku od Amerykańskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy i Autorów. To za jej zjadliwy artykuł o przytułkach i opuszczonych czynszówkach. Ethel u boku Lyndona i Lady Bird Johnson. Pracowała przy jego kampanii w 1964 roku. Ethel na podium w hotelu Waldorf z burmistrzem tego wieczoru, kiedy „Contemporary Woman” przyznała mu wyróżnienie. Pewna myśl uderzyła Neeve.
