
– Byłam tutaj w piątek wczesnym wieczorem – oznajmiła. – Właściwie o której pan przyjechał?
– Około trzeciej. Nie odbierałem żadnych telefonów. Ciotka nie życzy sobie, żeby ktokolwiek przyjmował telefony, kiedy jej nie ma.
– To prawda – potwierdziła Tse-tse. Na chwilę zapomniała o swoim szwedzkim akcencie, ale zaraz powrócił: – Taak, taak, to prawda.
Douglas Brown założył krawat.
– Muszę iść do pracy. Niech pani zostawi te ubrania, panno Kearny. – Odwrócił się do Tse-tse. – A jeśli pani znajdzie jakiś sposób, żeby tutaj posprzątać, też dobrze. Pozbieram moje rzeczy na wypadek, gdyby ciotka Ethel zaszczyciła nas swoją obecnością.
Teraz zaczął się śpieszyć do wyjścia. Odwrócił się i ruszył w stronę sypialni.
– Chwileczkę – powiedziała Neeve. Zaczekała, aż się zatrzymał i obejrzał przez ramię. – Mówi pan, że przyszedł pan w piątek około trzeciej. W takim razie musiał pan tutaj być, kiedy próbowałam dostarczyć te ubrania. Zechce mi pan wyjaśnić, dlaczego wtedy nie otworzył pan drzwi? To mogła być Ethel, która zapomniała kluczy, prawda?
– O której pani przyszła?
– Około siódmej.
– Wyszedłem coś zjeść. Przepraszam. Zniknął w sypialni i zamknął za sobą drzwi.
Neeve i Tse-tse wymieniły spojrzenia. Aktorka wzruszyła ramionami.
– Równie dobrze mogę wziąć się do roboty. Boże, szybciej bym posprzątała cały Sztokholm niż te wszystkie rupiecie – przeciągnęła śpiewnie, a potem wróciła do amerykańskiej wymowy. – Myślisz, że coś się stało Ethel?
– Myślałam, żeby kazać Mylesowi sprawdzić raporty o wypadkach odparła Neeve. – Chociaż muszę przyznać, że kochający bratanek jakoś nie szaleje z niepokoju. Kiedy wyjdzie, powieszę te rzeczy w szafie.
Douglas Brown wyłonił się z sypialni chwilę później. Ubrany w ciemnoniebieski garnitur, z płaszczem przeciwdeszczowym przewieszonym przez ramię i włosami zaczesanymi w gęstą falującą fryzurę, wyglądał atrakcyjnie, lecz raczej ponuro. Wydawał się zdziwiony i niezbyt zadowolony, że Neeve jeszcze nie wyszła.
