
Neeve poszperała w pamięci.
– Chyba nigdy mi o nim nie wspominała.
– Dwa tygodnie temu, kiedy tutaj była, rozmawiała z nim przez telefon i strasznie się wściekała. Ethel chomikuje pieniądze po całym mieszkaniu i uważała, że trochę zginęło. Praktycznie oskarżyła go o kradzież.
Zakurzone, zagracone mieszkanie nagle przyprawiło Neeve o klaustrofobię. Chciała się stąd wydostać.
– Chodź, odwiesimy te ubrania.
Nawet jeśli Douglas Brown pierwszej nocy spał na kanapie, później na pewno korzystał z sypialni ciotki. Na nocnym stoliku stała popielniczka pełna niedopałków, a Ethel nie paliła. Białe prowincjonalne antyki były – jak wszystko inne w mieszkaniu – kosztowne, ale niemal niewidoczne z powodu bałaganu. Na toaletce wśród bezładnie rozstawionych perfum leżał zmatowiały srebrny komplet: grzebień, szczotka i lusterko. Ethel zatknęła notatki za złotą ramę dużego lustra. Kilka męskich garniturów, sportowych marynarek i spodni spoczywało na szezlongu krytym różowym adamaszkiem. Na podłodze leżała męska walizka wepchnięta pod szezlong.
– Nawet on nie miał czelności grzebać w szafie Ethel – zauważyła Neeve. Tylną ścianę dość dużej sypialni zajmowała rozbudowana szafa, biegnąca przez całą długość pokoju. Cztery lata wcześniej, kiedy pisarka po raz pierwszy poprosiła Neeve o przejrzenie swojej garderoby, Neeve stwierdziła, że nic dziwnego, że jej klientka nigdy nie może skompletować stroju. Potrzebuje więcej miejsca. Trzy tygodnie później Ethel ponownie zaprosiła Neeve. Zaprowadziła ją do sypialni i dumnie zaprezentowała swój najnowszy nabytek, wbudowaną szafę, która kosztowała dziesięć tysięcy dolarów. Szafa miała krótkie drążki na bluzki i wysoko umieszczone wieszaki na suknie wieczorowe. Była podzielona tak, że płaszcze wisiały w jednym miejscu, kostiumy w innym, dzienne suknie jeszcze dalej. Miała półki na swetry i torebki; stelaże na buty; przegródkę na biżuterię z mosiężnymi prętami w kształcie gałęzi drzewa, do wieszania bransoletek i naszyjników. Obok sterczała para upiornie realistycznych gipsowych dłoni wzniesionych jak do modlitwy, z rozczapierzonymi palcami. Ethel wskazała na nie.
