
– Wyglądają, jakby chciały cię udusić, prawda? – zagadnęła wesoło. To na pierścionki. Powiedziałam facetowi od szafy, że trzymam wszystko w oznakowanych pudełkach, ale on powiedział, że i tak powinnam mieć te ręce. Pewnego dnia pożałuję, że ich nie zamówiłam, tak mi powiedział.
W szafie panował nieskazitelny ład, kontrastujący z resztą mieszkania. Ubrania wisiały równiutko na obitych satyną wieszakach. Zamki błyskawiczne były zasunięte do samej góry, żakiety pozapinane.
– Odkąd zaczęłaś ubierać Ethel, ludzie ciągle mówią o jej strojach zauważyła Tse-tse. – Uwielbia to.
Na wewnętrznej stronie drzwi pisarka przykleiła otrzymane od Neeve wskazówki, co z czym nosić.
– Przejrzałam wszystko z Ethel w zeszłym miesiącu – mruknęła Neeve. – Zrobiłyśmy miejsce na nowe rzeczy.
Położyła ubrania na łóżku i zaczęła rozrywać plastikowe worki.
– Po prostu zrobię to samo, co bym zrobiła w jej obecności. Powieszę te rzeczy na miejsce i przypnę spis.
Sortując i chowając nowe stroje, przejrzała zawartość szafy. Sobolowe futro Ethel. Kurtka z kunich skórek. Czerwone kaszmirowe palto. Płaszcz burberry. Peleryna w jodełkę. Biały luźny płaszcz z karakułowym kołnierzem. Skórzany płaszcz z paskiem. Dalej wisiały kostiumy. Od Donny Karan, od Beene’a, z ultraskaju… Neeve zawahała się, trzymając w ręku dwa wieszaki z nowymi strojami.
– Zaczekaj – powiedziała.
Zajrzała na górną półkę. Wiedziała, że komplet podróżny Ethel marki Vuitton składał się z czterech sztuk w jednakowy motyw tapety: pokrowiec na suknie z kieszeniami zapinanymi na suwaki, przesadnie duży podręczny neseser, wielka i średnia walizka. Pokrowca, neseseru i jednej walizki brakowało.
– Poczciwa Ethel – westchnęła Neeve, wieszając nowe stroje w szafie. – Jednak wyjechała. Brakuje tego beżowego kompletu z kołnierzem z norek.
