Zaczęła szperać wśród wieszaków. Biały wełniany kostium, zielony z dzianiny, komplet w czarno-biały drukowany wzór.

– Rzeczywiście, po prostu spakowała się i wyjechała. Przysięgam, że mogłabym ją udusić gołymi rękami. – Odgarnęła włosy z czoła. – Patrz wskazała spis na drzwiach, a potem puste miejsca na półkach. – Wzięła wszystko, czego potrzebowała, żeby się wyelegantować. Pewnie przez tę paskudną pogodę zdecydowała, że nie potrzebuje lekkich wiosennych rzeczy. No, gdziekolwiek pojechała, mam nadzieję, że trafi na trzydziestostopniowy upał. Che noiosa spera che muore di caldo…

– Spokojnie, Neeve – powstrzymała ją Tse-tse. – Kiedy przechodzisz na włoski, to znaczy, że się wściekasz.

Ta wzruszyła ramionami.

– Do cholery, wyślę rachunek jej księgowemu. Przynajmniej on ma dobrze poukładane w głowie i nie zapomina o terminach płatności. – Spojrzała na Tse-tse. – A co z tobą? Liczyłaś, że dzisiaj dostaniesz wypłatę?

Dziewczyna pokręciła głową.

– Ostatnim razem zapłaciła mi z góry. Wszystko w porządku.


W sklepie Neeve wyżaliła się przed Betty.

– Powinnaś doliczyć jej za taksówkę i pomoc przy osobistych zakupach – oświadczyła staruszka. – Ta kobieta przekracza wszelkie granice.

W południe, rozmawiając z ojcem, Neeve opowiedziała mu, co się stało.

– I chciałam cię poprosić, żebyś sprawdził raporty z wypadków – zakończyła.

– Słuchaj, gdyby tramwaj znalazł ją na swojej drodze, wyskoczyłby z szyn, żeby uniknąć zderzenia – odparł Myles.

Ale z jakiegoś powodu gniew Neeve nie trwał długo. Nie opuszczało jej natomiast dręczące, uparte przeczucie, że nagły wyjazd Ethel oznacza coś złego. Towarzyszyło jej, kiedy zamknęła sklep o szóstej trzydzieści i pobiegła na przyjęcie koktajlowe w hotelu St. Regis, wydawane przez „Woman’s Wear Daily”. Wśród barwnego, modnie ubranego tłumu dostrzegła Toni Mendell, elegancką redaktor naczelną „Contemporary Woman”, i pośpieszyła do niej.



50 из 235