
Odwróciła się i wśliznęła w tłum, nagle znużona paplaniną głosów, czując, że to był długi dzień.
Jak zwykle tłumek ludzi czekających na taksówki blokował chodnik przed wejściem do hotelu. Neeve wzruszyła ramionami, przeszła do Piątej Alei i skierowała się w stronę śródmieścia. Wieczór był dość pogodny. Może iść skrótem przez park. Spacer do domu rozjaśni jej w głowie. Ale na Central Park South taksówka wyrzuciła pasażerów tuż pod jej nosem. Neeve zawahała się, a potem przytrzymała drzwi i wsiadła. Dalszy spacer na wysokich obcasach nagle stracił dla niej wszelki urok.
Nie widziała wyrazu rozczarowania na twarzy Denny’ego. Czekał cierpliwie przed hotelem St. Regis i szedł za Neeve po Piątej Alei. Kiedy skręciła w stronę parku, myślał już, że nadarza mu się doskonała okazja.
O drugiej nad ranem Neeve ocknęła się z głębokiego snu. Śniło jej się, że stoi przed szafą Ethel i sporządza spis. Spis.
– Mam nadzieję, że pot ją zalewa, gdziekolwiek jest.
To było to. Płaszcze. Sobole. Kurtka. Peleryna. Burberry. Biały płaszcz. Palto. Wszystkie wisiały na miejscu.
Ethel oddała artykuł w czwartek. Nikt jej nie widział w piątek. Oba dni były wietrzne i koszmarnie zimne. W piątek sypał śnieg. A wszystkie okrycia pisarki wisiały na miejscu w szafie…
* * *
Nicky Sepetti dygotał z zimna w wełnianej kamizelce, którą żona zrobiła mu na drutach w tym roku, kiedy poszedł do więzienia. Nadal pasowała w ramionach, ale zwisała luźno wokół pasa. Stracił w więzieniu piętnaście kilogramów.
Tylko jedna przecznica dzieliła jego dom od nabrzeża. Niecierpliwie potrząsając głową na troskliwą krzątaninę żony: „Nałóż szalik, Nicky, zapomniałeś, jak mocno wieje od oceanu” – pchnął frontowe drzwi i zamknął je za sobą. Zakręciło go w nosie od ostrego słonego powietrza. Odetchnął z przyjemnością. Wychował się w Brooklynie i matka często zabierała go autobusem na plażę Rockaway, żeby popływać. Trzydzieści lat temu kupił letni dom w Belle Harbor dla Marie i dzieciaków. Po procesie przeniosła się tam na stałe.
