Nicky przyjrzał się uważnie nieznajomemu. Około trzydziestki, gęste ciemne włosy i brwi, tępy nos, facet chudy, ale twardy. Kręcił się tu od trzech, czterech lat. Siedział w pierdlu za kradzież samochodów, kiedy Alfie go poznał, powiedzieli. Nicky instynktownie mu nie ufał. Postanowił wycisnąć z Joeya, ile właściwie wiedzą o tym gościu.

Zatrzymał wzrok na kumplu. Joey, który wyszedł po sześciu latach i przejął kontrolę nad interesami, kiedy on, Nicky, siedział w pudle. Okrągłą twarz kompana z więzienia przecinały zmarszczki, które udawały uśmiech. Joey wyglądał jak kot, który zjadł kanarka.

Nicky poczuł palący ból w piersi. Obiad nagle zaciążył mu w żołądku.

– Okay, gadaj – zwrócił się do Joeya. – O co ci chodzi? Kumpel dalej się uśmiechał.

– Z całym szacunkiem, mam dla ciebie wspaniałe nowiny. Wszyscy wiemy, co myślisz o tym sukinsynu Kearnym. Zaczekaj, aż to usłyszysz. Jest kontrakt na jego córkę. I to nie nasz. Steuber chce ją sprzątnąć. Prawie jakby robił ci prezent.

Nicky poderwał się i trzasnął pięścią w stół. Ogarnięty furią, walił mocno w ciężki dąb.

– Wy głupie dranie! – wrzasnął. – Wy śmierdzące głupie dranie! Odwołajcie to.

Na chwilę zawadził wzrokiem o tego Machado i nagle wiedział, że patrzy w twarz gliniarza.

– Macie to odwołać. To mój rozkaz, zrozumiano?

Wyraz twarzy Joeya zmieniał się od strachu poprzez troskę do żalu.

– Nicky, przecież wiesz, że to niemożliwe. Nikt nie może odwołać kontraktu. Za późno.


Piętnaście minut później Sepetti siedział obok milczącego Louiego za kierownicą w powrotnej drodze do Belle Harbor. Pulsujący ból palił go w klatce piersiowej. Nitrogliceryna pod językiem nie pomagała. Kiedy załatwią córkę Kearny’ego, gliny nie spoczną, dopóki mu nie przykleją morderstwa – Joey o tym wiedział.

Z przerażeniem uświadomił sobie, że popełnił głupstwo, ostrzegając dawnego kompana przed Machadem.



58 из 235