
– Jasne – zgodziła się Tse-tse. – Z rozkoszą. Pamiętaj, że to off-off-Broadway. Żadnej kasy, tylko prestiż. Ale muszę cię uprzedzić, że Ethel nie martwi się stanem swoich szafek kuchennych.
– Jeśli wróci i nie zechce ci zapłacić, sama to zrobię – obiecała Neeve. – Zamierzam pójść z tobą. Wiem, że ma terminarz na biurku. Chciałabym się zorientować, jakie miała plany, zanim zniknęła.
Umówiły się na następny ranek o ósmej trzydzieści w westybulu. Nadeszła godzina zamknięcia sklepu i Neeve zamknęła na klucz wejście od Madison. Wróciła do gabinetu, żeby spokojnie popracować za biurkiem, o siódmej zadzwoniła do rezydencji kardynała przy Madison Avenue 1 połączono jaz biskupem Devinem Stantonem.
– Dostałem twoją wiadomość – powiedział. – Z przyjemnością przyjdę na obiad jutro wieczorem, Neeve. Sal też będzie? To dobrze. Trzej muszkieterowie z Bronksu za rzadko się ostatnio spotykają. Nie widziałem Sala od Gwiazdki. Czy przypadkiem znowu się nie ożenił?
Na sam koniec rozmowy biskup przypomniał Neeve, że jego ulubione danie to pasta alpesto.
– Tylko twoja matka robiła to lepiej od ciebie, niech spoczywa w pokoju – powiedział łagodnie.
Devin Stanton zwykle nie wspominał o Renacie w banalnych rozmowach telefonicznych i Neeve nagle nabrała podejrzeń, że rozmawiał z Mylesem o wypuszczeniu Nicky’ego Sepettiego. Odłożył słuchawkę, zanim zdążyła go przycisnąć w tej sprawie. Dostaniesz swoje pesto, wujku Dev, pomyślała, ale dostaniesz również porządną burę. Nie mogę pozwolić, żeby ojciec trząsł się nade mną do końca życia.
Tuż przed wyjściem zadzwoniła do mieszkania Sala. Jak zwykle tryskał dobrym humorem.
– Skąd, wcale nie zapomniałem o jutrzejszym wieczorze. Co przygotujesz? Przyniosę wino. Twojemu ojcu tylko się zdaje, że zna się na winie.
Śmiejąc się razem z nim, Neeve odłożyła słuchawkę. Pogasiła światła i wyszła ze sklepu. Kapryśna kwietniowa pogoda znowu przyniosła ochłodzenie, ale Neeve czuła nieprzepartą potrzebę długiego spaceru. Ze względu na Mylesa nie biegała prawie od tygodnia i całe ciało miała sztywne.
