
– Witaj, Dido, nasza prababko z zasnutej mgłami przeszłości – pozdrowił ją wzruszony. – Nigdy bym się nie spodziewał, że dane mi będzie cię spotkać!
Pani się uśmiechnęła, a gdy zaczęła mówić, jej głos dochodził jakby z oddali.
– To ciebie mam ochraniać i o ciebie się troszczyć, Knucie Skogsrud. To ty miałeś takie tragicznie nieszczęśliwe dzieciństwo u ojca tyrana, Erlinga Skogsruda.
W oczach Knuta pojawiły się łzy.
– Ja? To ja będę miał za opiekunkę samą Didę?
– Jak widzisz – uśmiechnęła się z ciepłym błyskiem w oczach. – Ale prawdę powiedziawszy dzieje się tak nie dlatego, że to akurat ty będziesz najbardziej narażony w starciu z Tengelem Złym. Wprost przeciwnie, on nawet niewiele wie o tobie. Nie, powód jest taki, że ja znajdę się tam, gdzie będzie najgoręcej. Dlatego mogę mieć jedynie takiego podopiecznego, który nie będzie mi sprawiał zbyt wielu kłopotów. Tak jak Wędrowiec, który opiekuje się Vetlem. Bo Vetle też nie będzie specjalnie narażony.
– Rozumiem – uśmiechnął się Knut skrępowany. – Mimo to jestem ci głęboko wdzięczny.
Do rozmowy wtrąciła się Villemo:
– Chciałabym dodać, że ani Sol, ani Tengel Dobry w ogóle nie mają żadnych podopiecznych. Ani Shira, ani Mar. Bo oni po prostu nie mogą nawet na chwilę odwracać uwagi od najważniejszego!
Wtedy wszyscy troje żyjący uświadomili sobie powagę sytuacji.
Knut i Ellen przygotowali się do drogi.
– Oni… chyba wrócą? – spytała matka Ellen ze strachem, bo ona również bardzo dobrze wiedziała, na co się zanosi. Z czasem nauczyła się akceptować niezwykłe dziedzictwo ciążące nad rodziną męża.
