
– Oczywiście, że wrócą – odparła Dida w tym swoim staroświeckim języku. Przyglądała się uważnie pani Skogsrud. – Ty natomiast powinnaś się teraz położyć. Kiedy się obudzisz, oni będą już z powrotem.
– Dobrze – powiedziała matka Ellen i posłusznie wyszła do sypialni.
– Ona nie będzie nic z tego pamiętać – wyjaśniła Villemo. – Zaśnie natychmiast, gdy tylko przyłoży głowę do poduszki.
– Czy my wybieramy się daleko? – spytał Knut.
– I tak, i nie. Ale ubierzcie się ciepło. Wiosenna noc jest chłodna.
– Czy Nataniel… też tam będzie? – szepnęła Ellen.
– Oczywiście! I na pewno bardzo się ucieszy, widząc ciebie. Ale wy dwoje musicie być bardzo ostrożni. Złe nie śpi.
– Tak, wiem – szepnęła znowu Ellen.
– No to chodź z nami!
Bez słowa ruszyli w drogę.
Jako ostatnia została zabrana Karine i jej mały synek Gabriel. W całej grupie zresztą Karine była chyba osobą najmniej znaczącą, Gabriel natomiast został wezwany po to, by mógł być obserwatorem dramatu, który miał się rozegrać po zakończeniu nocnego spotkania. Chłopiec jednak niewiele o tym wszystkim wiedział. Dwunastolatek już się ułożył do snu, gdy Karine przyszła go obudzić. Podobnie jak wszyscy zaproszeni na spotkanie, natychmiast zerwał się całkiem przytomny i rześki jak przed kolejnym, ciekawym dniem. Zresztą nikt nie czuł się zmęczony, mimo że był już taki późny wieczór. W oczach matki widział egzaltację. Za jej plecami stał jakiś mężczyzna. Gabriel zmrużył oczy, żeby widzieć lepiej. Był to jakiś niebywale wysoki i rosły człowiek. A jak wyglądał! Jak dzikus! Tak strasznie, że Gabriel musiał odwrócić wzrok.
– To Ulvhedin, Gabrielu. Będzie twoim opiekunem także w czasie, który nadejdzie.
Gabriel uznał, że to bardzo wygodne mieć kogoś takiego przy sobie. A poza tym słyszał przecież o Ulvhedinie. Drżącymi wargami uśmiechnął się do niego. Udało mu się jednak wywołać jedynie jakiś grymas, co musiało wyglądać okropnie głupio. Ulvhedin odpowiedział uśmiechem. Choć Gabriel chyba by nie nazwał tego uśmiechu łagodnym… Mama wyjęła najładniejsze i najcieplejsze ubranie chłopca i wtedy zauważył, że drżą jej ręce. Dorośli wyszli z pokoju, a Gabriel był tak zdenerwowany, że włożenie spodni zajęło mu wiele czasu. Może lepiej zostać w domu? Ktoś musi zająć się psem…
