
Chociaż jeśli chodzi o tego ducha… Dłoń, która trzymała jego rękę, zdawała się bardzo realna. Nie ciepła, co to, to nie, ale silna i kształtna. I w ogóle sprawiała wrażenie żywej!
Co to Ulvhedin powiedział przed chwilą? „Dzisiejszej nocy granica między żywymi i umarłymi przestanie istnieć”.
Gabriel zadrżał. To wszystko brzmiało strasznie. Żeby to tylko nie oznaczało, że on będzie musiał umrzeć! Nie, tego nie chciał… Tylko nie mógł okazać się tchórzem. Nie wolno mu dać poznać, że najbardziej ze wszystkiego chciałby odwrócić się i uciec do domu, ukryć się w ramionach kochanego i bardzo ludzkiego taty.
Gabriel jednak pamiętał, że pochodzi z Ludzi Lodu, i wiedział, że powinien być z tego dumny. Wuj Nataniel wbijał mu to od dzieciństwa do głowy. Wyprostował się. Chwilowa słabość minęła.
Znajdowali się we mgle.
Wszyscy żyjący członkowie Ludzi Lodu znajdowali się teraz w tym niepojętym gęstym tumanie.
ROZDZIAŁ II
Ależ zimna ta mgła! Zdawała się opadać na ziemię igiełkami szronu, choć to, oczywiście, tylko takie wrażenie…
Czy spoza tej mgły nie wyłaniają się jakieś twarze? Duże twarze o rozmazanych rysach majaczące w miękkiej, wilgotnej bieli? Niewyraźne twarze wypływające z wirującego wolno tumanu i zaraz potem ginące w kłębowisku obłoków. Na ich miejsce natychmiast pojawiały się nowe.
Groźne, ponure oblicza.
Na drodze żwir już nie chrzęścił pod stopami. Może zabłądzili?
Nie. Pobocza tutaj były porośnięte trawą.
Gabriel próbował patrzeć w dół, ale gęsta mgła sprawiała, że nie widział nawet własnych kolan.
Dokąd zmierzają?
I gdzie się znajdują? Czy Ulvhedin i Niklas są pewni, że idą we właściwym kierunku? Nigdzie przecież nie ma żadnych punktów odniesienia, wszędzie tylko te gęste opary, kapiąca z nich lodowata woda, a wszystko wirujące powoli w jakimś niesamowitym tańcu.
