Zrobiło się teraz znacznie jaśniej wokół, a i ziąb nie był już taki przejmujący.

– Idziemy teraz po podłodze! – zawołał Gabriel.

– Nie, to nie podłoga – uśmiechnął się Niklas. – To jest skała, tak jak mówił Nataniel.

Nagle znaleźli się poza zasięgiem mgły. Przed nimi wznosiły się wysokie góry, skały mieniły się dziwnym blaskiem, antracytowym i ciemnogranatowym, to tu, to tam skrzyły się płaszczyzny lodu, zielonkawe, niebieskie, liliowe. Góry zdawały się lśnić i migotać tak, że trudno było na nie patrzeć.

Światło? To nie było zwyczajne światło. To jakaś niezwykła poświata, która otaczała również wędrujących ludzi. Jakby znaleźli się w samym centrum wieczornej zorzy tuż po zachodzie słońca. Atmosfera płonęła złociście, pomarańczowo, purpurowo, ale w oczy to ludzi nie raziło.

Gabriel uznał ostatecznie, że mu się to wszystko śni.

Wokół górskich szczytów krążyły majestatycznie ogromne, czarne ptaki. A może to nie ptaki? Latały tak wysoko, że chłopiec nie rozróżniał szczegółów, ale owe dziwne stwory bardziej przypominały ludzi z rozpostartymi skrzydłami. Groteskowe ludzkie postaci.

Na tle najbliższego szczytu ukazała się jakaś sylwetka, niemal równie wysoka jak góra i tak samo połyskująca ciemnym blaskiem; głowa zjawy przypominała głowę smoka.

– Kto to? – szepnął Gabriel i cofnął się instynktownie.

– Więc ty go widzisz? – zapytał Ulvhedin zdumiony. – No nieźle, to znaczy, że masz fantazję. Bo to jest rodzaj próby, żeby sprawdzić siłę twojej wyobraźni. To jest ktoś, od kogo zależą wszystkie twoje sny, on jest swego rodzaju pośrednikiem. Sprawia, że marzenia i sny stają się dla ciebie rzeczywistością. Twoja kuzynka, Mari, przed chwileczką przeszła tędy i nie zauważyła niczego. Christel również miała spore problemy, chociaż w końcu go dostrzegła.

– Czy on jest niebezpieczny?

– Nie, w żadnym razie. To najlepszy przyjaciel, jakiego człowiek może mieć. Ale pod warunkiem, że człowiek nie pozwoli mu przejąć nad sobą kontroli, bo wtedy może być źle. Ale oto nasi znajomi, zobacz!



18 из 212