Może kogoś jeszcze, ale Gabriel nikogo więcej nie znał.

– Tula, gdzieś ty się przez cały czas podziewała? – zapytała Ingrid.

– Tutaj byłam – odparła tamta, uwalniając się, choć niechętnie, z objęć Heikego. – I muszę ci powiedzieć, że było mi tu wspaniale!

– A nie czułaś się samotna?

– Nie, dlaczego? – roześmiała się Tula, spoglądając spod oka na cztery demony siedzące bez ruchu na skalnym tarasie. Jeden z jelenimi rogami na głowie, drugi, ogromny, nosił rogi byka, trzeci miał długie uszy, które kładły mu się aż na karku, czwarty zaś gęste, potargane, ciemnozielone włosy spływające na muskularne ramiona. Mimo że żaden nawet nie ruszył głową, ich oczy śledziły uważnie wszystko, co się wokół działo.

– Z okazji dzisiejszego spotkania zgodziły się włożyć na siebie przynajmniej trochę ubrania – zachichotała Tula. – Na ogół jednak chodzą nagie i to dopiero jest widok! Nie, nigdy się tu nie nudziłam. Ale mimo wszystko to boskie uczucie spotkać się z wami. I cieszę się, że będę mogła wziąć udział w walce wiecie z kim.

Ingrid zniżyła głos.

– Ale czy twoi przyjaciele naprawdę są jego przeciwnikami?

– Zdecydowanie! Wiecie chyba, że on stara się opanować wszystkie złe moce. Nimi też może zawładnąć, jeśli nie będą się mieć na baczności. A demony są specjalnie narażone na jego ataki. Moi czterej przyjaciele zaś to wyjątkowo dumne istoty. Nie zniosłyby nad sobą żadnego pana.

– Ciebie też nie? – zapytał Heike.

– Nie. Ale ja też nie jestem ich niewolnicą. Jesteśmy sobie równi.

Gabriel stał i zastanawiał się nad zagadką, której Ludziom Lodu nigdy nie udało się rozwiązać, a mianowicie dlaczego demony przebywały kiedyś w Grastensholm. Czego one tam szukały?

Już otworzył usta, by zapytać o to Tulę, gdy przerwał mu niechętny głos Mari.

– Ależ one są okropne – szepnęła z grymasem na twarzy.



26 из 212