– Jesteśmy gotowi. Ale czy ja nie mam żadnego opiekuna ani pomocnika? – zapytał Andre.

– Ty jesteś bardzo ważną personą, więc też musisz mieć silnego opiekuna. Tak powiedział Gand, nie wyjawił tylko, kto nim będzie. Ja dostałem polecenie przyprowadzenia was obojga.

Andre zastanawiał się przez chwilę.

– Chyba nie ma sensu ciągnąć też mojej starej matki.

Tak mówił Andre, który sam dochodził siedemdziesiątki.

– Myślę, że Benedikte czułaby się głęboko dotknięta, gdybyśmy ją pominęli – uśmiechnął się Dominik. – Poza tym ona będzie nam potrzebna. Siła Benedikte zawiera się w tym, że potrafi ona poznać historię każdej rzeczy, której dotknie.

– I specjalnie tej umiejętności nigdy nie wykorzystywała – wtrąciła Mali.

Dominik skierował na nią swoje piękne oczy. Pojawił się w nich złoty błysk.

– Benedikte sama wybrała zwyczajne życie. Teraz jednak nadchodzą ciężkie czasy dla wszystkich.

– Domyślaliśmy się tego – powiedziała Mali. – Dla Ludzi Lodu nadeszła rozstrzygająca godzina, prawda?

– Owszem. Trzeba będzie podjąć walkę.

Andre i Mali spoglądali po sobie.

– Zaraz idziemy – oświadczyli spokojnie.

W hallu czekała na nich Benedikte w towarzystwie Heikego, którego powitali z wielkim szacunkiem.

– Potężnych mamy opiekunów – rzekł Andre do swojej matki. – Nie mogłem tylko nigdy pojąć, dlaczego Nataniel, który jest z nas wszystkich najważniejszy, otrzymał do pomocy jedynie Linde-Lou.

Heike zwrócił się ku niemu:

– Ależ, Andre, czy tobie nigdy nie przyszło do głowy, kim naprawdę jest Linde-Lou?

– Nie, on…

– On należy przecież do rodu czarnych aniołów! To wnuk samego Lucyfera!

Andre przystanął.

– No tak, masz rację! Boże, miej nas w opiece! A raczej: miej w opiece tego, który próbowałby zrobić krzywdę Natanielowi!



3 из 212