– Tak to powinno brzmieć – uśmiechnął się Heike.

Wyszli na dziedziniec spowity wieczornym mrokiem. Nikt nie powiedział ani słowa, gdy Andre zamykał na klucz drzwi domu w Lipowej Alei, który przez jakiś czas miał pozostać pusty. Bo tylko oni troje teraz tu mieszkali. Mali, licząca sześćdziesiąt sześć lat, była wśród nich najmłodsza.

Żywili nadzieję, że kiedyś majątek odziedziczy Tova. Wszyscy jednak mieli wątpliwości, czy ta nieszczęsna dziewczyna kiedykolwiek wyjdzie za mąż.

No cóż, za to Vetle został obdarzony licznym potomstwem. Może któreś z jego wnuków zamieszka w przyszłości w Lipowej Alei.

Jeśli Ludzie Lodu przetrwają…

Teraz właśnie o to miała się toczyć gra.

Aleję przesłaniała mgła, co wydawało im się trochę dziwne, bo poza tym było pogodnie i zaczynały się już pokazywać gwiazdy. W alei jednak mgła zalegała tak gęsta, że ledwie widzieli drogę przed sobą.

I jak zimno! Benedikte skuliła się, zadowolona, że po pewnym wahaniu zdecydowała się włożyć na piękną suknię gruby żakiet.

– Uff! – jęknęła Mali. – Zimno mi w plecy.

Benedikte dobrze rozumiała, o co chodzi, to nie tylko chłód…

Dobrze, że Heike i Dominik są z nami! Trudno było nie dostrzegać, że Andre i Mali próbują ukryć niepokój, a może nawet strach.

Benedikte głęboko wciągnęła powietrze i odważnie wkroczyła w otuloną mgłą aleję.

– Vetle!

Ten glos Vetle już kiedyś słyszał. Dokładnie to samo wydarzyło się dawno, dawno temu w jego rodzinnym domu. Miał wtedy czternaście lat i był sam.

Teraz miał lat pięćdziesiąt osiem i od tamtej pory mnóstwo wody upłynęło w rzekach. Nigdy jednak nie zapomniał tego głębokiego, głucho brzmiącego głosu, wzywającego tak stanowczo.

Spojrzał w górę i zobaczył przy sobie Wędrowca. A więc to znowu on… Wędrowiec w Mroku, którego życie wciąż stanowi zagadkę. Ten, który towarzyszył kiedyś Tengelowi Złemu.

Przyjaciel i opiekun Vetlego, podobnie jak kiedyś opiekun Heikego. Teraz Heike sam jest opiekunem.



4 из 212