Był piegowaty i wielkooki. „Śliczny”, mawiały dziewczęta w klasie, a on tego nienawidził. Miał marzycielskie usposobienie i zapominał o wszystkim, o lekcjach, o szkolnych książkach, rano mógł siedzieć zamyślony, trzymając w ręce skarpetkę, którą zapomniał włożyć, nie zdając sobie sprawy z tego, która godzina, mógł przy obiedzie pogrążyć się w marzeniach do tego stopnia, że zapomniał o jedzeniu, mógł przerwać w pół słowa jakąś historię czy dowcip, który właśnie zaczął opowiadać, i zająć się czymś całkiem innym.

Był jednak dzieckiem szczerym i pozbawionym fałszu, sam nie miał co do tego wątpliwości. A poza tym w szkole pisał znakomite wypracowania. Nauczycielka mówiła, że ma zdolność wypowiadania się. Zawsze bardzo poważnie, aż za poważnie jak na swój wiek, odnosił się do spraw, za które odpowiadał. Pewnie więc dlatego został wybrany.

Nagle drgnął przestraszony. To wszystko, co jeszcze parę godzin temu wydawało się odległą przyszłością, nieoczekiwanie nabrało aktualności. Ma się stać teraz! Dziś w nocy!

Serce chłopca zaczęło bić gwałtownie, drżały mu ręce. Mowy nie ma, on nie sprosta takiemu zadaniu! Zwłaszcza że wciąż nie wie, co powinien robić!

Na szczęście wkrótce jego uwagę pochłonęły bieżące wydarzenia.

Tula gdzieś zniknęła i Gabriel domyślał się, że poszła przywitać nowych gości, bo przy wejściu słychać było głosy i zrobiło się tłoczno. Spoglądał tam ukradkiem.

Przybysze weszli do sali i siadali na tylnych ławkach. I nagle Gabriel zaczął rozpoznawać niektórych. Znał ich z fotografii wiszących na ścianach w jego rodzinnym domu.

Ten pan tam to przecież ojciec dziadka, doktor Christoffer Volden. I jego matka, Malin! Ale przecież oni umarli dawno temu!

Zaczynało być trochę nieprzyjemnie!

A oto do sali wszedł stary Henning z Lipowej Alei; jego fotografię Gabriel widywał często. Tylko że na fotografii Henning wyglądał znacznie starzej. Christoffer Volden zresztą też.

W ogóle zdawało się, że wszyscy są w tym samym wieku, gdzieś pomiędzy trzydzieści a czterdzieści lat.



31 из 212