
Chłopiec czuł mrowienie pod skórą.
Teraz znowu weszli kolejni nordyccy przodkowie Ludzi Lodu. Oni również byli niemal przezroczyści, bo tak dawno temu opuścili ziemski padół.
Tula podeszła do pierwszego rzędu i pochyliła się nad krzesłem Gabriela, żeby porozmawiać z Andre.
– Hej – powiedziała, wyciągając rękę. – Mam zaszczyt być twoją opiekunką!
Andre wciągnął głęboko powietrze.
– O mój Boże – powiedział z powagą. – To dla mnie wielki zaszczyt! Słyszałem, że dostanę silnego opiekuna, ale nie mogłem nawet przypuszczać, żeby… Ach, jakże się cieszę! Wyobrażam sobie, że w twoim towarzystwie człowiek nie może się nudzić, Tula.
Roześmiała się zadowolona.
– Dogadamy się, zobaczysz!
Znowu pospieszyła do drzwi.
Ostatni bladzi, podobni do obłoków mgły przodkowie zajmowali miejsca.
Potem przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Czy to już wszyscy? zastanawiał się Gabriel.
Ale nie. Wkrótce pojawiła się kolejna grupa.
Weszli i zapełnili najniższe ławy. Gabriel wpatrywał się w nowo przybyłych, a oni śmiali się i machali na powitanie Heikemu, Villemo i innym. Wszyscy sprawiali wrażenie wyjątkowych. Obdarzeni niezwykłą urodą albo przeciwnie – tak groteskowymi rysami, że człowiek najchętniej odwróciłby głowę.
Dotknięci i wybrani!
Gabriel ich nie znał. Ale Nataniel szeptał mu do ucha:
– Tengel Dobry…
Tak, tego Gabriel zdążył się domyślić.
– Sol…
Wspaniała! Jeśli o nią chodzi, to trudno się pomylić.
– Shira i Mar…
Też nietrudno zgadnąć. O mój Boże, jęknął Gabriel w duchu. Mar wyglądał chyba najstraszniej ze wszystkich. Ale jednocześnie było w nim coś niebywale pociągającego.
