Nataniel wciąż objaśniał, a Gabriel i Ellen słuchali uważnie.

– Tego mężczyznę o bardzo zniekształconych rysach widywaliśmy od czasu do czasu. Pochodzi z epoki pomiędzy obydwoma Tengelami. I tamta para również. Oni wszyscy stoją po naszej stronie, choć może robią takie straszne wrażenie.

A tamci zupełnie nieoczekiwanie zaczęli się bardzo serdecznie witać z trójką dzieci Jonathana, Finnem, Olem i Gro. „Jesteśmy waszymi opiekunami” – informowali uśmiechnięci. Dzieci najpierw oniemiały, zaraz jednak witały się roześmiane, wyciągając ręce do swoich opiekunów. Potem ci troje z odległych czasów odeszli i usiedli obok Shiry i Mara.

– Teraz wszedł ktoś, kogo nie znam – powiedział Nataniel zdziwiony.

– To Halkatla – szepnęła Tova. – Ale ja nie myślałam, że też do nas należy.

Po przejściu obszarpanej, bardzo nędznie wyglądającej Halkatli pojawiła się znowu grupa powłóczących nogami Taran-gaiczyków. Typowi dotknięci ze smutkiem wypisanym na skupionych twarzach. Ku zdumieniu zebranych podeszli do drugiej ławy i zatrzymali się przy piątce dzieci Mari. Kłaniali się dzieciom głęboko, potem każde z nich dotykało prawą ręką najpierw swego czoła, a następnie ziemi. Christel, Mariana i ich trzej młodsi bracia byli tak wstrząśnięci, że wstali z miejsc i witali przybyłych w ten sam sposób speszeni i niepewni.

– No tak – powiedział Jonathan cierpko. – Więc i wy macie swoich opiekunów. Wygląda na to, że tylko mnie nikogo nie przydzielono.

I rzeczywiście. Teraz już tylko Jonathan był sam.

Pięcioro Taran-gaiczyków usiadło na pierwszej ławie. Po chwili przyszło jeszcze kilkoro innych, tym razem, sądząc z wyglądu, byli to nordycy, Nataniel jednak nie zdążył się zorientować, kto to, bowiem właśnie w tym momencie światło zbladło jeszcze bardziej.

Gabriel wyprostował się na swoim miejscu i słuchał. Coś się działo, ale…

Tak, teraz docierało do niego. Spokojne, wolne kroki gdzieś w górze. Jeden rząd po drugim wypełniał się szczelnie, trwało to długo, lecz Gabriel nie widział nic.



35 из 212