
Wszyscy się z nią zgadzali i tylko Gabriel zastanawiał się, kim mogą być jego nowi przyjaciele, którzy siedzą w ławach na samej górze.
Tula mówiła dalej:
– Zanim jednak rozpoczniemy spotkanie, proponuję, byśmy skupili myśli na tych naszych krewnych, którzy naprawdę zostali dotknięci przekleństwem złego przodka. Na tych, którzy być może w nadchodzącej walce staną się naszymi przeciwnikami. Nie wolno nam nigdy zapomnieć, że tkwiące w nich zło nie jest ich winą, nie zostało przez nich dobrowolnie wybrane. Każdy z nas ma wśród najbliższych krewnych kogoś ciężko dotkniętego dziedzictwem zła. I tych właśnie naszych bliskich dziś tutaj z nami nie ma. Pomyślmy jednak o nich z wyrozumiałością!
Gabriel zagryzał wargi. Nigdy przedtem nie myślał w ten sposób o złych, na przykład o Ulvarze czy o Hannie, Kolgrimie i wielu innych, o których tyle słyszał. Zauważył teraz, że wszyscy zebrani są wzruszeni słowami Tuli. Długo trwała pełna skupienia cisza.
Potem Tula odezwała się znowu:
– Nie wszyscy mówimy tym samym językiem, ale dzisiejszej nocy nie ma to znaczenia. Dziś w nocy jesteśmy w stanie porozumieć się nawzajem bez przeszkód.
Zdaniem Gabriela brzmiało to bardzo dziwnie, ale rozumiał Tulę, mimo iż używała staroświeckich słów i powiedzeń.
Zdawał sobie sprawę z tego, że na sali są Duńczycy, i bardzo się bał, że ich nie zrozumie. Zawsze uważał, że duński jest dla Norwegów językiem obcym i nie słuchał audycji duńskiego radia ani telewizji.
Ale na spotkanie przyszli też Taran-gaiczycy. Na myśl o rozmowie z nimi Gabrielowi płonęły uszy. Jakim sposobem uda mu się ich zrozumieć?
Chociaż oni nie sprawiali wrażenia, że chcieliby cokolwiek powiedzieć. Na pewno z tego, co mówiła Tula, też nie pojmowali ani słowa.
Ona zaś ciągnęła:
– Chciałabym, byście wiedzieli, że stworzyliśmy Najwyższą Radę, na dzisiejszą noc i na czas, który nadchodzi. Składa się z pięciu członków, a kim oni są, dowiecie się później.
