Tu i tam jednak lśniły czyjeś fosforyzujące oczy… Wydawało mu się na ułamek sekundy, że widzi połyskujące białe kły, gdy czyjaś warga uniosła się leciutko w górę.

Drgnął przestraszony i odwrócił wzrok w inną stronę.

Na samej górze było zupełnie inaczej. Patrząc na ostatnie rzędy ławek, Gabriel mógł sobie raczej wyobrażać niż widzieć, co się tam dzieje. Dostrzegał jakieś wysokie postaci tak czarne, że niemal zlewały się w jedno z gęstym mrokiem. Tych, którzy siedzieli na ostatnich ławach, w ogóle nie mógł zobaczyć. Musiałby się odwracać, a tego nie wypadało robić. Ale dostrzegał inne sylwetki bliżej wejścia. Tam gdzie siedzieli ci, którzy przyszli jako ostatni… Nie słyszał ich kroków, bo zagłuszały je inne dźwięki. Teraz jednak dochodziło stamtąd warczenie, jakieś groźne parskania, jakby rozgniewanych dzikich zwierząt. Istoty, które wydawały te odgłosy, były tak niskie, ze dostrzegało się jedynie mroczny żar ich nieludzkich oczu.

Gabriel zerknął w bok, ku wejściu, tam gdzie stała Tula.

Pojawili się i tam nowi przybysze. Ponieważ podium było oświetlone, widać ich było wyraźniej niż innych, ale Gabriel i tak dostrzegał tylko kontury postaci, a właściwie zielonkawe, fosforyzujące przy każdym ruchu cienie.

Odniósł wrażenie, że nie są to przyjazne stworzenia. Był szczerze wdzięczny losowi, że nie są jego przeciwnikami, że znajdują się po tej samej stronie co on. Na wszelki wypadek jednak przysunął się bliżej Nataniela.

Chyba nie bez powodu światło na tej sali było takie słabe…

Nagle ponownie usłyszał głos Tuli:

– Rozpocznijmy nasze spotkanie toastem za zwycięstwo, którego wszyscy tak samo pragniemy!

Obecni wstali i podnieśli kielichy. Gabriel także. W domu nigdy jeszcze mu na to nie pozwalano. Ale i tutaj w jego pucharku znajdował się jedynie słodki napój. Nic nie szkodzi, może i w ten sposób spełnić uroczysty toast. Spojrzał ukradkiem na swoich rówieśników, kuzynki i kuzynów. Wszyscy również pili.



39 из 212