– Słucham – rzekł Vetle z uśmiechem. Tym razem już się go nie bał.

– Czas nadszedł – rzekł Wędrowiec. – Ludzie Lodu spotkają się dziś w nocy. Twoja żona już się położyła i będzie spała głęboko. Tak samo jak twoja synowa, Lisbeth, i zięciowie Ole Jorgen i Joachim. Wszyscy spać będą w swoich domach i nie powinni nic wiedzieć o naszym spotkaniu. Weźmie w nim natomiast udział Jonathan i jego dzieci: Finn, Ole i Gro. Już zostali wezwani.

– Ale one są jeszcze małe! Dwanaście, trzynaście i czternaście lat!

– Ty wcale nie byłeś dużo starszy, kiedy wyruszyłeś w bardzo niebezpieczną podróż. Twoim wnukom nic się nie stanie, nigdy nie będą lepiej chronione niż dzisiejszej nocy. A poza tym pewnie chcesz, żeby wiedziały o naszych sprawach?

– Oczywiście! Ale co z resztą moich wnuków? Czy zostaną wezwane?

– Naturalnie!

– Tylko że Mari mieszka tak daleko stąd.

Wędrowiec uśmiechnął się tajemniczo, jak to on. Vetle nie mógł jednak niczego dostrzec pod mnisim kapturem Wędrowca, domyślał się zaledwie.

– Mari i jej dzieci bez trudu znajdą drogę tam, dokąd wszyscy mamy się udać. Będą mieć przewodnika jak pozostali członkowie rodu. Ja już zdążyłem wezwać Jonathana i jego dzieci, bo oni dopiero później poznają własnych opiekunów. Chodź już!

Vetle wszedł na chwilę do sypialni i pocałował Hannę w czoło. Potem wyruszył z Wędrowcem.

Spora gromadka czekała już na dziedzińcu domu Vetlego, drżąc w wieczornym chłodzie. Jonathan wraz z trójką dzieci miał towarzyszyć Vetlemu. Sytuacja była tak wyjątkowa, że Finn, Ole i Gro zachowywali się spokojnie jak nigdy. Na ich twarzach malowało się skupienie i napięcie.

Wędrowiec dał znak, by szli za nim.

– Skąd się wzięła taka mgła? – zastanawiał się Finn. – I tylko tutaj, przed naszą bramą?

Wędrowiec powiedział spokojnie:

– Po prostu idźcie za mną, wszystko jest jak trzeba.



5 из 212