
Zaległa cisza.
Po chwili odezwał się Heike:
– Nie powiedziałeś nam jednak, jak ci się udało przeciągnąć na stronę dobra twoich dotkniętych krewnych.
– Nie opowiedziałem, bo to jest późniejsza historia. Jak wiecie, spotkałem Silje…
Wyciągnął rękę w jej stronę, a ona odpowiedziała na wezwanie i przyszła do niego na podium. Zebrani zareagowali na to długimi oklaskami. Silje sprawiała wrażenie onieśmielonej, ale bardzo szczęśliwej. Gabriel uważał, że jest to piękna i miła pani, i że bardzo chętnie by się z nią zaprzyjaźnił. Ale przecież dzieliło ich mniej więcej czterysta lat.
Przypomniał sobie, że ktoś kiedyś mówił, iż czas nie jest ważny i wiek też nie. Teraz zrozumiał, że to błędne rozumowanie. Czas i wiek to bariery nie do przekroczenia. Czas to w życiu człowieka groźny czynnik.
Po krótkiej chwili filozoficznej zadumy ponownie skupił uwagę na tym, co działo się na trybunie.
Tengel mówił:
– Tak więc kiedy spotkałem Silje, zmienił się mój pogląd na sprawę nowych dzieci w rodzinie. Starałem się jednak bardzo, żeby nie były wyłącznie złe.
– Jakim sposobem? – zapytała Villemo.
– Nie mogłem zapobiec narodzinom dzieci obciążonych, pakt Tengela Złego z Shamą i złe moce były na to zbyt silne. Udało mi się jednak utorować drogę dla wybranych, a także dałem złym możliwość przemiany, odwrócenia losu, przejścia na stronę dobra. Nie wszystkim się to udało, niestety, a wielu z was okupiło przemianę nieludzkim cierpieniem. Ale zrobiłem, co było w mojej mocy…
– Dokonałeś wielkiego czynu – powiedział Heike, jeden z tych, którzy musieli cierpieć najdotkliwiej z powodu przekleństwa i który miał okrutnego ojca. – Opowiedz jednak, jak do tego doszedłeś!
