
– Silje dostała ślubny prezent – powiedział Tengel i popatrzył na nią. – Pamiętasz to?
Patrzyła na niego pytająco.
– Tę małą rzeźbioną szkatułkę? Która była taka ważna, że koniecznie musieliśmy ją zabrać z Doliny Ludzi Lodu?
– No właśnie!
Jeden z demonów o końskiej głowie wszedł pospiesznie na podium z niewielkim przedmiotem w ręce. Postawił na stole szkatułkę poczerniałą ze starości.
– To ta! – wykrzyknęła Silje z zachwytem. – Naprawdę jeszcze istnieje?
Odpowiedział jej Andre:
– Przechowywaliśmy ją od dawna wśród skarbów Ludzi Lodu, nigdy jednak nie udało nam się jej otworzyć.
– I nie powinno się jej otwierać – odparła Silje. – Tengel mi mówił, że tego, co zostało w niej zamknięte, nie należy ruszać.
– Tak jest – potwierdził Tengel Dobry. – Bo, widzicie, żeby złagodzić skutki złego dziedzictwa, musiałem sięgnąć po bardzo drastyczne środki. Tengel Zły przecież był u Źródeł Zła, a także, o czym wielu z was zapewne nie pamięta, spędził trzydzieści trzy dni i trzydzieści trzy noce w Dolinie Ludzi Lodu, by zakopać tam naczynie z wodą zła i zakląć miejsce, w którym naczynie stoi. Wielokrotnie zastanawiałem się, czy zrobił tam coś jeszcze, ale nie wiedziałem, co by to mogło być. Nie mogłem być poza domem dłużej niż miesiąc, bo wtedy Silje zaczęłaby coś podejrzewać. Ale przez wiele tygodni, i za dnia, i w nocy przepływałem na drugą stronę jeziora w naszej dolinie, aż znalazłem pewne miejsce, które stało się dla mnie święte. Leży ono tuż u źródeł rzeki, której woda wpływa do jeziora. Wysoko na zboczu góry odnalazłem źródełko, z którego rzeka bierze początek. Sączy się tam jedynie cieniutki strumyczek, daje wodę mchom i górskim roślinom, takim, które lubią podmokłe środowisko i bagna. Po drodze w górę napotkałem rzadkie ziele, które ludzie nazywają „błękitne oczy Jezusa”, a także wiele innych ziół, uważanych niemal za święte.
