– Jak długo nas… nie będzie? – zapytała Christa ostrożnie.

– Tym nie powinniście się przejmować – uspokoił ich Tarjei. – Ziemski czas nie będzie tej nocy obowiązywał. Wrócicie przed świtaniem, choć dla was noc może trwać bardzo długo.

W odpowiedzi Christa uśmiechnęła się niepewnie.

Ci dwoje, którzy kiedyś kochali się najbardziej chyba beznadziejną miłością na świecie, Christa i Linde-Lou, popatrzyli na siebie smutno. Christa postarzała się, skończyła już pięćdziesiąt lat, gdy tymczasem on… On był równie młody, równie ufny i niewinny jak wtedy, ponad trzydzieści lat temu.

Mimo to Christa wyczuwała wibrujące między nimi napięcie. Nic niestosownego, nic nieczystego, wyłącznie głębokie wzajemne porozumienie i szczerość. A także smutek, który boleśnie ściskał jej serce.

Po chwili milczenia powiedziała cicho:

– Idziemy z wami.

Na dworze panowała dziwna atmosfera. W powietrzu wyczuwało się… napięcie? Zdziwienie? A może strach? Nie, to nie strach. Raczej wyczekiwanie. Odległe sygnały już dawno umilkły. Świat pogrążony był w wieczornej ciszy.

Nie widzieli niczego wokół siebie, bo nad dziedzińcem zalegała gęsta mgła. Dwoje ludzi, Christa i Nataniel, sądziło, że tuman okrył całą okolicę.

Tak jednak nie było.

Linde-Lou i Tarjei wprowadzili ich w obszar mgły i ludzie poczuli lodowaty chłód. Bez słowa podążali za przewodnikami, choć wszystko to bardzo ich dziwiło. I ta gęsta mgła, i nieoczekiwane zimno, i dziwnie głuchy odgłos ich własnych kroków. Chcieliby też wiedzieć, jak długo potrwa ta wędrówka.

Ani Christa, ani Nataniel nie zapytali jednak o nic. Ufali tym, którzy po nich przyszli.

Mój synu, myślała Christa. Mój ukochany synu, to ty musisz podjąć walkę, która nas czeka.

Tovę obudził Gand. Tego wieczora położyła się wcześnie, a teraz ocknęła się, bo ktoś gładził ją delikatnie po policzku, i spojrzała w górę.



7 из 212