
Dokładnie w dniach wesela, pierwszego czerwca, na Bałtyku, w pobliżu wyspy Olandii, szwedzkie i duńskie okręty starły się w miażdżącej bitwie morskiej. Miażdżącej dla Szwedów. Stracili oni jedenaście okrętów, a wśród nich ogromny okręt flagowy „Wielka Korona”, wyposażony w sto trzydzieści dział. Zginęło cztery tysiące dwustu ludzi.
Trzeba wiedzieć, że wielkie okręty zawsze, we wszystkich czasach, przynosiły więcej strat niż pożytku. To wokół nich koncentrowało się zainteresowanie wroga, dlatego one były w każdej bitwie najbardziej zagrożone.
Ze szwedzkiej floty nie pozostało prawie nic, zatem decydująca bitwa musiała rozegrać się na lądzie, czyli, ściślej mówiąc, w Skanii.
Upłynęło jednak sporo czasu, zanim wiadomości o tym dotarły do Danii. Weselne uroczystości w Gabrielshus trwały, bo nikt akurat teraz nie chciał wyruszać w powrotną drogę, gdy po raz pierwszy od tak dawna ród zebrał się w komplecie. Ludzie Lodu zaś nigdy nie wyzbyli się swego zdumiewającego poczucia więzi rodzinnej, które sprawiało, że jeśli ktoś z nich znalazł się z dala od najbliższych, czuł się bezradny i zagubiony. Najboleśniej doświadczył tego Mikael.
Tylko rodzina Stege wróciła do Skanii, zabierając ze sobą młodych małżonków. Lena na zawsze opuszczała dom swego dzieciństwa i wyjeżdżała do Skanii, dawnej duńskiej prowincji, która teraz stała się wrogim krajem.
Wszyscy lękali się nie widzianego wcześniej wyrazu desperacji, który pojawił się w oczach Irmelin. Strzegli też Niklasa, sprawiającego wrażenie, jakby podjął nieodwołalną decyzję… Eli i Andreas pragnęli jak najszybciej wrócić z synem do domu, a Hilda chodziła smutna, bo wyglądało na to, że wciąż jeszcze Irmelin będzie musiała zostać w Gabrielshus. Sytuacja była naprawdę trudna i kładła się mrocznym cieniem na ich radość.
Mało kto zatem zwracał uwagę na Villemo i Dominika.
I oto któregoś dnia stało się to nieuniknione. Spotkali się sami na murach otaczających zamek, przy otworach strzelniczych pozostałych z czasów, gdy majątku trzeba było bronić przed atakami z zewnątrz.
