
Żadne z nich tego nie planowało, bo oboje z pełną świadomością unikali się nawzajem. Teraz jednak ciągła ucieczka od siebie sprowadziła ich na to samo miejsce.
Delikatny letni wietrzyk chłodził mury. Poza tym panował niczym nie zmącony spokój.
ROZDZIAŁ II
– Ty też tu jesteś? – szepnęła Villemo prawie bez tchu.
– Tak, chciałem trochę pomyśleć na świeżym powietrzu. To zwykle pomaga.
– Miałam takie same zamiary. Ale będzie najlepiej, jeżeli zejdę na dół.
– Nie, zaczekaj! Możemy chyba porozmawiać jak ludzie cywilizowani, nie musimy…
– Nie musimy się dotykać, chciałeś powiedzieć?
– Tak właśnie myślałem.
Przyglądała się jego smukłym, pięknym dłoniom, które gładziły kamienie muru w niezwykle zmysłowy sposób. Dominik już taki był, cechowała go po prostu głęboka zmysłowość, co może nie każdy na pierwszy rzut oka zauważał. Villemo zawsze ta jego zmysłowość mocno pociągała, a jednocześnie odpychała; walczyła z nią agresją i dziecinnymi wybuchami złości.
Ta erotyczna siła także teraz sprawiała, że Villemo trudno było zachowywać się naturalnie. Była tak zdenerwowana, że drżała na całym ciele.
– Właśnie rozmawiałem z Niklasem – rzekł z wolna. – Martwi się o Irmelin. Ona chce skończyć z tym wszystkim.
– Jak to: skończyć?
Dominik spuścił wzrok i brązowozłocistymi oczyma spod gęstych czarnych rzęs przyglądał się swoim dłoniom.
– Odebrać sobie życie.
Villemo drgnęła.
– To by dopełniło tragedii. Ale ja ją rozumiem.
– Myślałaś o tym samym?
– Och, wiele razy! Doszłam jednak do wniosku, że byłoby szkoda pozbawiać świat kogoś tak wyjątkowego jak ja.
Uśmiechnął się, a Villemo zauważyła głębokie bruzdy na jego policzkach. Uświadomiła sobie, jak musiało mu być trudno.
