
Villemo odskoczyła do tyłu.
– Dominiku, nie zbliżaj się! Ja nie mam już siły ci się opierać, nie mam siły, to doprowadzi do katastrofy!
Wrócił na swoje miejsce pod murem.
– Nie masz prawa, Villemo. Nie masz prawa wyjść za kogoś innego. Wiem, że to egoistyczne z mojej strony, ale nie mogę inaczej. Zazdrość to nie jest piękne uczucie, lecz, niestety wiąże się ściśle z miłością!
– Odczuwałabym to samo, gdybyś ty ożenił się z inną. Po prostu nie mogę o tym myśleć.
– Ani ja! Villemo, nigdy nie mogłem cię do siebie przytulić. To sprawia mi ból.
Na to nie znajdowała odpowiedzi.
– Wiele bym dał za to, żeby móc cię objąć – powiedział cicho. – Ale gdy pomyślę o tym wszystkim, co sobie wyznaliśmy w tamtej okropnej oborze, o wszystkim, co pisaliśmy w listach, to wiem, że mi nie wolno. Bo nie byłbym w stanie się opanować. Tak wspaniale rozkwitłaś! To wcale nie ułatwia sytuacji.
– Och, nie mów tak! Dominiku… Czy my koniecznie musimy się rozstać? Ja się tak bardzo nie przejmuję tym, że mogłabym urodzić dziecko obciążone dziedzictwem. Kochałabym je mimo wszystko, przecież byłoby twoje.
Dominik słuchał z głębokim wzruszeniem.
– Ja też się tym nie przejmuję. Byłbym dlań dobrym ojcem. Ale nie mógłbym cię utracić, Villemo. Stać się przyczyną twojej śmierci… A jest prawie nieuniknione, że nasze dziecko, twoje i moje, byłoby obciążone, nienormalne, złe i niebezpieczne. Inaczej być nie może.
– Gotowa jestem podjąć takie ryzyko, Dominiku, gdybym tylko mogła być z tobą przez jakiś czas, choćby przez krótką chwilę.
– A ja nie. Ba to ja musiałbym żyć potem dalej, sam, z rozpaczą i tęsknotą, i z dzieckiem, za które wyłącznie ja byłbym odpowiedzialny. Wuj Tarald nie sprostał temu obowiązkowi, słyszałaś o tym. On nigdy nie wybaczył Kolgrimowi. A przecież Tarald nie kochał Sunnivy, matki Kolgrima. Jak ja miałbym przeżyć taką tragedię? Ja, który kocham cię tak Bardzo, że mogę się nawet ciebie wyrzec, byle cię ocalić?
