– Och, bardzo dobrze wiesz, o co mi chodzi. Możesz obiecać, że będziesz go unikać? Po prostu unikać. Pisałyśmy do siebie z Anette. Ona i Mikael zażądali takiej samej obietnicy od Dominika, Że nigdy nie będziecie sami. Że poddacie się prawu Ludzi Lodu. Nie wzniecaj miłości, która jest skazana na śmierć, Villemo!

– Wiele ode mnie wymagasz, mamo – rzekła Villemo z goryczą. – To jedyne nasze spotkanie w ciągu wielu lat.

Sprawia mi to ból, kochanie. I nie żądamy, żebyście ze sobą nie rozmawiali. Ale możecie widywać się tylko w obecności innych. Rozumiesz, co mam na myśli?

Villemo długo milczała. To wielki zawód. Wiedziała, że matka ma rację, wiedziała też, że nie wolno jej lekceważyć woli rodziców… Ale, och, jak ona czekała na to spotkanie z Dominikiem! Jak o nim marzyła!

Długo walczyła ze sobą, a w końcu powiedziała:

– Dobrze. Będę nad sobą panować. Ale pozwólcie mi przynajmniej pożegnać się z nim, gdy to nieszczęsne wesele się skończy! Nawet w obecności całego zgromadzenia, jeśli tak musi być. Ale niech mi będzie wolno naprawdę go pożegnać, rozpłakać się, objąć go, dotykać, móc poczuć, że istnieje. Czy wymagam zbyt wiele?

Gabriella patrzyła na nią z rozpaczą.

– Nie, dziecino. Nie wymagasz zbyt wiele. Jest nam tak strasznie przykro, że sprawiamy ci ból, rozumiesz chyba.

Villemo tylko skinęła głową. Nie chciała już o tym rozmawiać.

Dominik krążył po Gabrielshus i czekał. Wiele razy przychodziło mu na myśl, by pojechać konno do Kopenhagi na spotkanie statku z Norwegii, doszedł jednak do wniosku, że to by zanadto zwróciło uwagę.

Gabrielshus przewyższało wszystko, co posiadali Ludzie Lodu. Urządzenie pałacu było tak kosztowne, pełne smaku i przepychu, że nawet po wielu dniach oglądania wciąż jeszcze znajdowało się tu nowe i godne podziwu rzeczy.

Teraz, ze względu na przygotowania do wesela, wszystko zostało niemal dosłownie wywrócone do góry nogami. Cecylia, licząca sobie siedemdziesiąt cztery lata, należała chyba do najaktywniejszych. O wszystko musiała się troszczyć osobiście, do wszystkiego wtrącić swoje trzy grosze. Doprowadzała i rodzinę, i służbę do szaleństwa. Nie raz życzyli sobie, żeby znowu chora i przyciszona położyła się do łóżka.



6 из 184