
– Nie, ciociu Cecylio. Nic a nic – potwierdziła Irmelin, która była wyższa nawet od wysokiej przecież Cecylii. Przy Dominiku jednak wydawała się nieduża.
– Nie powinniśmy byli pisywać do siebie – rzekł Dominik. – Bo listy mogą niekiedy być naprawdę niebezpieczne. Pozwolono nam jednak pisać i te listy były jedynymi jasnymi wydarzeniami w najtrudniejszych dniach.
– Tak – przyznała Irmelin. – Masz rację, Dominiku. Listy są niebezpieczne. Mogą podtrzymywać ogień i stwarzać iluzje, są w stanie zbliżyć dwoje ludzi bardziej nawet, niż gdyby się znajdowali w jednym pokoju.
– To prawda – westchnęła Cecylia. – I co zamierzacie teraz?
– Ja nie myślałem o niczym więcej, jak tylko by zobaczyć Villemo. Tylko zobaczyć. Marzyłem o tym dniu przez półtora roku – wyznał Dominik i podał starszej pani piękną różę.
– A ja nie widziałam Niklasa od blisko trzech lat – powiedziała Irmelin. – I ja też nie odważyłam się myśleć o niczym więcej, jak tylko żeby go zobaczyć, usłyszeć, jak mówi, dotknąć go. Znam swoje miejsce, ciociu Cecylio, nie chcemy złamać obietnicy danej rodzicom.
– Tak, wszyscy o tym wiemy. Bądź tylko ostrożny z Villemo, Dominiku! Ona została najsilniej z was wszystkich naznaczona i z radością daje się ponosić uczuciom.
– Myślę, że teraz już nie – powiedział w zadumie. – Jej rodzice są bardzo z niej zadowoleni, choć dziwi ich uległość Villemo.
– Owszem, Gabriella wspominała mi o tym, ale cicha woda, jak to się mówi… a zresztą to dotyczy was wszystkich. Całej czwórki. Bądźcie ostrożni, nie szukajcie sam na sam z waszymi ukochanymi, nie wystawiajcie się na pokuszenie. Nie należy igrać z dziedzictwem Ludzi Lodu! Stokrotne dzięki, Dominiku, za czarujące róże. Masz bardzo wyrafinowany smak i wybierasz moje najpiękniejsze kwiaty. Zamierzałam ustawić je na weselnym stole.
Sprawiał wrażenie tak strasznie zakłopotanego, że obie z Irmelin wybuchnęły śmiechem.
– Nie martw się, do tego czasu zakwitną nowe – pocieszała go stara dama.
