
Znowu chodziła po pokoju, a Helen Weissman przyglądała się jej z niepokojem.
– Chcesz pójść na spacer?
Za oknem przetoczył się pociąg, a Jean zaprzeczyła ruchem głowy. Nawet o jedenastej w nocy było zbyt gorąco, żeby spacerować. Nagle zrobiło jej się potwornie duszno.
– Chyba napiję się czegoś zimnego.
Nalała sobie szklankę lemoniady, którą trzymała w ochłodzonym dzbanku. Przez chwilę czuła przyjemny chłód, ale żołądek odmówił jej posłuszeństwa. Zaraz potem pobiegła do łazienki, gdzie długo wymiotowała i krztusiła się. Wreszcie wróciła do pokoju.
– Powinnaś się położyć – doradziła Helen.
Jean zupełnie osłabiona ułożyła się na kanapie. Leżąc, czuła się jeszcze gorzej. Spróbowała więc usadowić się w wygodnym, zielonym fotelu, ale po kilku minutach stwierdziła, że to nic nie pomaga. Dokuczały jej bóle w dole kręgosłupa i nieprzyjemne skurcze w okolicy żołądka. Helen Weissman zostawiła ją samą około północy. Jean obiecała, że wezwie ją, gdy poczuje się gorzej. Była jednak przekonana, że to nie będzie konieczne. Zgasiła światło i w ciszy pustego pokoju rozmyślała o mężu, o Andym… O jego dużych, zielonych oczach i prostych, jasnych włosach… Gwiazda lekkoatletyki… bohater futbolu… jej pierwsza i jedyna miłość. Chłopiec, którego pokochała w chwili, gdy ujrzała go po raz pierwszy.
Gdy myślała o nim, chwytały ją przejmujące bóle, promieniujące od brzucha do kręgosłupa. Powtarzały się tak często, że z trudem łapała oddech. Wstała niepewnie, czując ogarniające ją mdłości. Chciała dotrzeć za wszelką cenę do łazienki, gdzie wymiotowała przez blisko godzinę, podczas gdy jej ciało cały czas przeszywały bóle. Powracające torsje wyrywały jej wnętrzności. Zupełnie osłabiona zaczęła wzywać Andy'ego.
Tak właśnie zastała ją Helen Weissman o pierwszej trzydzieści nad ranem. Postanowiła, że przed snem sprawdzi jeszcze, jak się czuje Jean. Tej nocy było zbyt gorąco żeby spać, dlatego tak długo była jeszcze na nogach. Gdy zobaczyła Jean, dziękowała Bogu za swoją bezsenność. Poszła do swego mieszkania tylko na krótką chwilę, aby zadzwonić do doktora i na policję, która obiecała natychmiast wysłać karetkę. Prędko narzuciła bawełniany szlafroczek, chwyciła portfel i w samych sandałach pospieszyła do Jean.
