Jean nie pochwalała trybu życia Ann, ale dziewczyna miała już dwadzieścia jeden lat i Artur niewiele mógł zdziałać. Odziedziczone po matce nieruchomości dawały jej ogromne dochody i miała dosyć pieniędzy, by dobrze się bawić. Zanim skończyła dwadzieścia dwa lata poleciała do Europy i znowu było o niej głośno. Jedyną pociechą dla Artura było to, że Billy'emu udało się nie wylecieć z Princeton, mimo że już kilka razy naprawdę niewiele brakowało.

– Trzeba przyznać, że nie masz z nimi łatwego życia, prawda kochanie?

Spędzali teraz razem spokojne wieczory w Greenwich, ale prawie zawsze nalegała, aby na noc odwoził ją do domu. Bez względu na późną porę. Co prawda jego dzieci wyjechały, ale Jean miała przecież Tanę i nie pozwoliłaby sobie na spędzanie nocy poza domem, chyba wtedy, gdy Tana nocowała u przyjaciółki lub wyjeżdżała na weekend na narty. Jean przestrzegała pewnych stałych reguł i Artur cenił ją za to.

– Przecież wiesz, że w końcu i tak zrobią, co zechcą, Jean. Bez względu na to, jaki im dajesz przykład.

W pewnym sensie miał rację, ale z drugiej strony nigdy nie starał się im przeciwstawić. Przyzwyczaił się do samotnych nocy i gdy czasem budząc się rano znajdował Jean przy sobie, traktował to jak nadzwyczajne święto. Niewiele pozostało już z tego gorącego uczucia, jakie kiedyś ich łączyło, ale nadal był to wygodny układ dla obojga, a zwłaszcza dla niego. Nigdy nie prosiła o więcej, niż mógł jej dać. Wiedział, jak bardzo jest mu wdzięczna za wszystko, co zrobił w ciągu tych lat, które spędzili razem. Gwarantował jej bezpieczne życie, jakie bez niego nie byłoby możliwe, wspaniałą pracę, dobrą szkołę dla Tany i różne drobne przyjemności: wyjazdy, biżuterię, futra. Dla niego to były niewielkie wydatki, a Jean, mimo że nadal chętnie siadywała z igłą i nitką w rękach, sama nie zajmowała się już szyciem pokrowców na meble czy ubrań dla siebie i córki. Dwa razy w tygodniu przychodziła do niej sprzątaczka.



26 из 356