
Jean prowadziła teraz zupełnie inny tryb życia. Przecież to jemu zawdzięczała to komfortowe mieszkanie. Artur wiedział, że go kochała. On też ją kochał, ale przyzwyczaił się do tej wygodnej sytuacji i nie wspominał o małżeństwie już od lat. Teraz nie było już po temu powodu. Ich dzieci były prawie dorosłe, on miał pięćdziesiąt cztery lata, interesy rozwijały się wspaniale. Jean była nadal atrakcyjna i dosyć młoda, choć w ciągu ostatnich kilku lat straciła swój młodzieńczy wygląd i stała się dojrzałą kobietą. Podobała mu się taka, ale trudno było mu uwierzyć, że upłynęło już dwanaście lat. Właśnie tej wiosny skończyła czterdzieści lat. Zabrał ją z tej okazji na tydzień do Paryża. Ta podróż była jak wycieczka do raju. Przywiozła stamtąd tuzin drobiazgów dla Tany i opowiadała jej po powrocie niezliczone historyjki, włącznie z opisem urodzinowej kolacji u Maxima. Powroty do domu były zawsze przygnębiające. W nocy miała ochotę przytulić się do Artura, szukała go po omacku przez sen. Rano budziła się w pustym łóżku, nie znajdując obok nikogo. Ale żyła w ten sposób od wielu lat i nie przeszkadzało jej to tak bardzo albo przynajmniej udawała, że nie przeszkadza. Tana, po awanturze przed trzema laty nie wracała już więcej do tej sprawy. Wstydziła się tamtej kłótni. Matka była dla niej zawsze taka dobra.
– Chcę dla ciebie jak najlepiej, mamo… to wszystko… chcę, żebyś była szczęśliwa… żebyś nie była samotna…
– Nie jestem, kochanie – oczy Jean wypełniały się łzami. – Mam ciebie.
– To nie to samo.
Przytuliła się do matki i ten zakazany temat już nigdy nie powrócił. Artur i Tana nie żywili do siebie zbyt przyjaznych uczuć i to martwiło Jean. Gdyby poprosił ją o rękę, byłaby w trudnej sytuacji ze względu na Tanę. Dziewczyna uważała, że wykorzystywał jej matkę przez ostatnie dwanaście lat i nie dawał nic w zamian.
– Jak możesz tak mówić? Tak wiele mu zawdzięczamy!
Pamiętała ciasne mieszkanko przy stacji kolejki naziemnej. Tana była wtedy malutka. Skromna pensja Jean nie wystarczała czasem na to, by zapewnić dziecku codzienny mięsny posiłek. Kupowała dla małej kotlety jagnięce albo małe steki, a dla siebie makaron, który jadła przez kolejne trzy lub cztery dni.
