– Cześć, kochanie, co tu robisz?

– Przyjechałem do domu, żeby zobaczyć się z tobą.

Odebrał od niej ciężkie pakunki, a ona popatrzyła na niego dużymi, ciemnymi oczyma z takim samym uwielbieniem, jak zawsze. Zaimponował jej w chwili, kiedy się poznali i nadal była pod jego urokiem. Przez dwa lata chodził do wieczorowego college'u; w szkole należał do drużyny lekkoatletycznej, dopóki nie uszkodził sobie kolana, przez parę miesięcy grał w futbol, poza tym, jeszcze na początku ich znajomości, był gwiazdą koszykówki w ostatniej klasie. Z upływem lat wcale nie wydawał się jej mniej doskonały. Jej podziw dla niego rósł z czasem, kiedy dostał dobrą pracę u największego dealera buicków w Nowym Jorku, co dawało mu szansę, że kiedyś zostanie tam szefem… kiedyś… A może wróci jeszcze do szkoły? Rozmawiali już o tym. Ale na razie przynosił do domu czek na całkiem przyzwoitą sumę, który w połączeniu z jej zarobkami zapewniał im godziwe życie. Lepiej niż ktokolwiek inny potrafiła zagospodarować każdego dolara. Była do tego przyzwyczajona. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy miała osiemnaście lat, i od tej chwili musiała sama o siebie zadbać. Na szczęście kończyła właśnie szkołę dla sekretarek, a że była bystrą dziewczyną znalazła szybko dobrą posadę w firmie prawniczej. Niedługo miną już trzy lata, odkąd zaczęła tam pracować. Wyglądała naprawdę efektownie, idąc co rano do pracy we własnoręcznie uszytych, doskonale dopasowanych garsonkach. Kapelusze i rękawiczki dobierała zawsze bardzo starannie, musiały być w najmodniejszym stylu. Każdy szczegół swojego ubioru omawiała z Andym, żeby mieć pewność, że dokonała słusznego wyboru. Znowu uśmiechał się do niej, patrząc jak zsuwa rękawiczki i odrzuca czarny kapelusz na duży zielony fotel.

– Jak minął dzień, moja słodka?

Często po powrocie z pracy przekomarzał się z nią, podszczypywał, ustami muskał jej szyję, a zaraz potem porywał ją w ramiona, by wreszcie posiąść. Z trudem poddawała się miłosnym igraszkom, po całym dniu spędzonym w sztywnej atmosferze biura.



3 из 356