
Crystal skinęła głową. Sukienka wydawała się jej całkiem ładna. Wprawdzie nie z rodzaju tych, jakie się widzi na filmach. Najefektowniejszym szczegółem jej stroju będą nylonowe pończochy jedwabiste, przejrzyste, cieniutkie jak mgiełka. Tad wiedział, że mogłaby włożyć cokolwiek, a i tak wyglądałaby prześlicznie.
– Gdzie mama? – Rozejrzał się po kuchni, ale zobaczył tylko teściową i trzy przyjaciółki swej żony.
– Pomaga się ubierać Becky.
– Tak wcześnie? Opadnie z sił, zanim jeszcze wyruszymy do kościoła. – Wymienili uśmiechy. Mimo wczesnej pory było już bardzo ciepło, a kuchnia przypominała parówkę. – Gdzie jest Jared? Szukam go od godziny. – W jego głosie nie słychać było złości, niełatwo wpadał w irytację. Należał do osób wykazujących wprost anielską cierpliwość.
– Powiedział, że będzie ci pomagał przy toczeniu wina. – Crystal uśmiechnęła się, a ich spojrzenia znów się spotkały. Dała mu plasterek szynki, której przed chwilą pożałowała bratu.
– Raczej przy jego piciu. – Roześmiali się znowu.
Tad poszedł do sypialni Jareda. Jared pasjonował się samochodami, a nie gospodarstwem, i ojciec wiedział o tym. Minął pokój, w którym z pomocą matki ubierała się Becky, i zapukał do drzwi sypialni Jareda.
– Synu, chodź, pomożesz mi przy rozstawianiu stołów. Zostało jeszcze trochę roboty. – Trzeba było nakryć długie stoły białymi, płóciennymi obrusami, które pamiętały jeszcze ślub jego matki. Goście zasiądą do jedzenia w cieniu olbrzymich drzew, rosnących wokół domu.
Tad Wyatt zajrzał do pokoju Jareda i zastał swego syna leżącego na łóżku i przeglądającego czasopismo pełne zdjęć kobiet.
– Synu, czy mogę ci na chwilę przeszkodzić i prosić cię o pomoc?
Jared zerwał się z zażenowaną miną. Krawat mu się przekrzywił, włosy miał zaczesane do tyłu i skropione wodą, którą sobie kupił w Napa.
