
– Przynajmniej nie trzeba będzie jeść z tym głupim Damianem i Hugonem – mruknęła.
Ojciec spiorunował ją wzrokiem.
– Z kim? – zdziwiła się Thea.
– To synowie Paineów, którzy wynajmują trzeci domek. Oni również przyjechali tu na trzy tygodnie. Są bardzo gościnni. Według Sophie aż za bardzo.
– Ty też ich nie lubisz – wytknęła mu córka, robiąc nadąsaną minę.
Zaprotestował, oczywiście, lecz nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.
– Czy możemy iść z Sophie do kiosku z pocztówkami, zanim przyniosą nam jedzenie? – spytała Clara.
Thea podejrzewała, że tak naprawdę chodziło o to, by ona została sama z Rhysem, lecz przecież nie mogła siostrzenicy nic powiedzieć w obecności tamtych dwojga.
– Dobrze, ale zaraz wracajcie.
Dziewczynki pobiegły, i zostali we dwoje. Zapanowało trochę kłopotliwe milczenie. Stolik, przy którym siedzieli, był malutki, więc spoczywająca na kraciastej serwecie ręka Rhysa znajdowała się tak blisko dłoni Thei, że… że miała ochotę jej dotknąć. Wystarczyłby naprawdę drobny ruch, by przykryć jego dłoń swoją.
O czym ona myślała? Przecież jeszcze poprzedniego dnia zajmował ją wyłącznie Harry, a w obecności nowego znajomego ledwie mogła sobie przypomnieć jego niesamowicie atrakcyjne rysy.
Kelner przyniósł miseczkę z oliwkami i butelkę retsiny. Rhys nalał alkohol do szklaneczek i wzniósł toast:
– Za miłe wakacje… Theo.
– Za miłe wakacje… Rhys.
Ich oczy spotkały się, lecz ona czym prędzej odwróciła wzrok pod pretekstem sięgnięcia po wielką zieloną oliwkę, w którą zaraz wbiła zęby.
– Naprawdę nie lubisz naszych sąsiadów? – spytała po chwili. – Tych, jak im tam? Paineów?
Na jego twarzy odbiło się zakłopotanie.
– Są bardzo… – zastanowił się nad doborem słowa -… uprzejmi.
– Ale? – przycisnęła go.
– Ale mogliby dać człowiekowi trochę odetchnąć. Zwłaszcza Kate. To jedna z tych osób, które uważają, że każdy musi mieć partnera. Mój wolny stan odbiera jako rodzaj osobistego afrontu, nie wiem, czemu, lecz właśnie takie wrażenie odnoszę. Nawet gdybym chciał ponownie się ożenić, to niby gdzie, jej zdaniem, miałem sobie znaleźć żonę? Na Saharze? – zakończył z przekąsem.
