– O, nie! – Thea jęknęła. – Nie mów mi tylko, że nawet podczas wakacji na Krecie musiałam trafić na ten typ ludzi. Według nich pozostawanie singlem to oznaka złośliwego egoizmu, bo mają przez to kłopot, jak na przyjęciu usadzić gości przy stole, no i jeszcze muszą wymyślić, kogo doprosić w ramach przeciwwagi.

– Widzę, że mamy podobne doświadczenia – zauważył z humorem Rhys.

Odłożyła pestkę na brzeg talerza i sięgnęła po kolejną oliwkę.

– Cóż, dzięki za ostrzeżenie, przynajmniej będę wiedziała, czego się spodziewać. Nie martw się, znajdziemy ci kogoś. Nie możesz tak zwlekać, bo co z dziećmi, przecież zegar biologiczny tyka… – cytowała ponuro.

– Ty chyba nieczęsto słyszysz takie uwagi.

– Skąd to przekonanie? Zdumiał się.

– No jak to? Taka kobieta jak ty na pewno zawsze kogoś ma.

Taka kobieta jak ona? To znaczy jaka?

– Nie, z reguły właśnie nie mam.

Nawet będąc z Harrym, czuła się trochę tak, jakby dalej pozostawała sama… Sięgnęła po szklaneczkę z retsiną i pociągnęła spory łyk.

Rhys przyglądał się chmurze brązowych włosów, która otaczała pełną życia twarz Thei, oczom w ciepłym odcieniu szarości, zmysłowym ustom i bujnym, szalenie kobiecym kształtom.

– Nigdy bym na to nie wpadł.

Zaskoczona, spojrzała na niego, zarumieniła się lekko i czym prędzej odwróciła wzrok. Och, nie powinna tak się peszyć, przecież on tylko starał się być miły. Miał powiedzieć prawdę? „Zrzuć parę kilo i zrób coś z tymi włosami, to może kogoś znajdziesz”.

– Ty przynajmniej jesteś rozwiedziony i masz córkę, więc nie musisz udowadniać, że z tobą wszystko w porządku. Ja w oczach takich ludzi jestem bardzo podejrzana.



19 из 111