
ROZDZIAŁ PIĄTY
Milczała przez moment.
– Ja nic nie zrobiłam, podziękuj Clarze. Zapadła cisza, po czym Rhys podniósł się z leżaka.
– Podziękuję. Naprawdę nie sprawi ci kłopotu, gdy zostawię Sophie pod twoją opieką na cały dzień?
Przybrała minę męczennicy.
– Cóż, będę się okrutnie męczyć, wylegując się na leżaku od rana do wieczora… – dla spotęgowania efektu westchnęła ciężko -… ale może jakoś zdołam to znieść.
Roześmiał się, zostawił ją i podszedł do basenu, gdzie przykląkł na brzegu, by zamienić dwa słowa z córką. Thea obserwowała go znad krawędzi okularów. Całkiem apetyczny widok. W odróżnieniu od wielu swoich rodaków nieźle się prezentował w szortach.
Clara wtrąciła się do jego rozmowy z córką, tłumacząc mu coś z dużym zapałem, a gdy zakończyła, obie dziewczynki zaczęły chichotać. Rhys wyprostował się i z dziwnym wyrazem twarzy zawrócił w kierunku Thei.
– Mogę? – Wskazał na brzeg jej leżaka.
Zaskoczona, przesunęła nieco nogi, by mógł usiąść. Oboje mieli na sobie tak mało, a znaleźli się tak blisko siebie, że sytuacja zrobiła się dość intymna.
Serce zaczęło jej bić mocno, niemal boleśnie, oddychała z trudnością. Co za szczęście, że miała te ciemne okulary i Rhys nie mógł dojrzeć wyrazu jej oczu. Na pewno miała w nich wypisane wielkim literami: „Pocałuj mnie!”.
– Czego Clara chciała od ciebie? – spytała, z trudem koncentrując się na rozmowie, gdy jego dłoń znajdowała się tak blisko jej uda, że wystarczyłby niewielki ruch i…
– Powiedziała, że Kate nas podgląda z tarasu.
Thea dyskretnie zerknęła w stronę domku Paine’ów. Faktycznie, Kate siedziała na tarasie, skąd miała znakomity widok na cały basen i jego otoczenie.
– Trudno. Nie możesz jej zabronić tam siedzieć.
