
– Toteż Clara nie to miała na myśli… – W jego głosie zabrzmiało leciutkie rozbawienie.
Thea łypnęła na niego podejrzliwie. Co też jej siostrzenica wykombinowała tym razem? – A co?
– Że powinienem cię pocałować na pożegnanie, bo to będzie dobrze wyglądać.
Thei odjęło mowę.
– Ona bardzo poważnie podchodzi do tego naszego udawania – ciągnął Rhys.
Bo ma nadzieję wyswatać nas naprawdę, pomyślała, lecz oczywiście nie zamierzała oświecać go w tej kwestii.
– Wiem. Ma wyjątkowo bujną wyobraźnię i sto pomysłów na minutę. Czasem się zastanawiam, skąd przychodzą jej do głowy podobne rzeczy. Podejrzewam wpływ telewizji. Nell narzeka, że mała za często siedzi przed telewizorem, oglądając telenowele… – Urwała, uświadamiając sobie, co robi.
Rhys mówi o pocałowaniu jej, a ona w odpowiedzi nerwowo papla o telewizji!
Odczekał chwilę, jakby chciał się upewnić, czy ona nie zacznie rozwodzić się na jakiś inny temat, po czym spytał ostrożnie:
– I co tym myślisz?
– O tym… pocałunku na pożegnanie?
– Mhm.
– Cóż… Może to nie od rzeczy… Chyba nie do końca udało nam się wczoraj wieczorem przekonać Kate.
– Odniosłem podobne wrażenie. Zapadło milczenie. Całkiem długie.
– Postarajmy się więc, żeby to dobrze wypadło – zaproponował Rhys.
– Słuszna rada – powiedziała, a raczej zamierzała powiedzieć, gdyż z jej ściśniętej krtani nie wydobył się żaden odgłos. Pojęła kolejną próbę: – No to spróbujmy… – Tym razem poszło jej bez porównania lepiej, nawet zabrzmiało to tak, jakby była zupełnie spokojna i niewiele sobie z tego wszystkiego robiła.
Ach, gdyby to jeszcze mogła być prawda!
Rhys pochylił się – bardzo, bardzo powoli. Właściwie miała czas, by się jeszcze wycofać. Ale jak się wycofać, gdy jego dłoń spoczęła na jej udzie, niemal odbierając jej zdolność myślenia? Serce waliło jej jak szalone, wszystko w niej dygotało, z niecierpliwością oczekując na upragniony pocałunek.
