Biron wciąż tkwił w swoim koszmarze. Z daleka dobiegały przytłumione stukoty towarzyszące układaniu ołowianych płyt. W jego pokoju licznik zapewne wciąż pracował jak szalony.

— To nie ma sensu. W tym tygodniu wracam na Nefelos. Muszą o tym wiedzieć. Dlaczego mieliby zabijać mnie tutaj? Gdyby poczekali, z pewnością wpadłbym im w ręce. — Odetchnął z ulgą. Podobny błąd logiczny z pewnością podważa argumenty Jontiego, pomyślał, starając się uwierzyć we własne rozumowanie.

Jonti przysunął się bliżej i jego oddech wzburzył włosy na skroni Birona.

— Twój ojciec jest popularny. Jego śmierć — a odkąd został uwięziony przez Tyrannejczyków, należy liczyć się z możliwością egzekucji — poruszyłaby nawet pokornych niewolników, których usiłują wychować Tyrannejczycy. Jako nowy rządca mógłbyś podsycać te nastroje, a stracenie ciebie podwoiłoby niebezpieczeństwo. Tworzenie męczenników nie leży w ich zamiarach. Ale gdybyś zginął w nieszczęśliwym wypadku, gdzieś na odległej planecie… o, to byłoby dla nich bardzo wygodne.

— Nie wierzę ci — powiedział Biron. To była jego cała obrona. Jonti wstał, poprawiając swe cienkie rękawiczki.

— Posuwasz się za daleko, Farrill. Twoja rola byłaby bardziej przekonywająca, gdybyś przestał okazywać kompletną ignorancję. Domyślam się, że ojciec chronił cię dla twojego własnego dobra, ale ufam, że jego poglądy pozostawiły w tobie jakiś ślad. Nic nie możesz na to poradzić. Twoja nienawiść do Tyrannejczyków stanowi odbicie jego uczuć. Jesteś gotów do walki z nimi.

Być może, ojciec uznał cię za dość dorosłego, by cię wykorzystać. Umieścił cię tutaj, na Ziemi, i wcale niewykluczone, że z twoją edukacją wiąże się jakieś zadanie. Zadanie tak ważne, że Tyrannejczycy są gotowi cię zabić tylko dlatego, aby uniemożliwić jego wykonanie — dodał Jonti.

— To głupi melodramat.



13 из 208