
Nagle do głowy przyszła mu straszna myśl, że mogą go mieć Tyrannejczycy. Rządca był w tej materii bardzo tajemniczy. Nie ufał nawet Jontiemu. Twierdził, że dokument niesie z sobą śmierć i stanowi broń obosieczną. Jonti zacisnął usta. Ten głupiec i jego idiotyczne niedomówienia! A teraz mają go Tyrannejczycy.
Co się stanie, jeśli w posiadanie tak ważnej tajemnicy wejdzie ktoś pokroju Aratapa? Aratap! To człowiek, którego działań teraz, po śmierci Widemosa, nie sposób przewidzieć. Najbardziej niebezpieczny z Tyrannejczyków.
Simok Aratap był niskim mężczyzną o nieco krzywych nogach i wąskich oczach. Miał krępą, grubokościstą sylwetkę typowego Tyrannejczyka i mimo że w tej chwili stał przed nim harmonijnie zbudowany i doskonale umięśniony okaz ludzkiego gatunku, wcale nie czuł się speszony. Był godnym spadkobierca (w drugim pokoleniu) tych, którzy opuścili swoje wietrzne, martwe światy i rozproszyli się po kosmosie, aby podbijać i zniewalać bogate i ludne planety Regionów Mgławicy.
Jego ojciec dowodził eskadrą małych, zwrotnych statków, które atakowały i znikały, by po chwili uderzyć ponownie i rozbić w puch nieruchawe, olbrzymie statki, bezskutecznie usiłujące stawić im czoło.
Światy Mgławicy walczyły w starym stylu, a Tyrannejczycy opanowali nowe techniki. Potężne błyszczące okręty podejmowały samotne pojedynki i ostrzeliwując pustkę traciły olbrzymie ilości energii. Tymczasem Tyrannejczycy postawili na szybkość i współdziałanie, tak że atakowane Królestwa padały samotnie jedno po drugim; każde (po części uradowane kłopotami sąsiadów). zadufane we własne bezpieczeństwo, za barierą ze stalowych flotylli oczekiwało bezczynnie na własny los.
Te wojny toczyły się pięćdziesiąt lat temu. Teraz Regiony Mgławicy stały się lennami, kontrolowanymi i obciążonymi Podatkami. Dawniej istniały całe światy, które można było podbić, pomyślał tęsknie Aratap, a teraz trzeba się zadowolić walką z pojedynczymi ludźmi.
