Nadeszła jesień, potem zima. Pod koniec lutego, w porze wylęgu jagniąt, gdy na świecie panował chłód, a mroźny wiatr ze skowytem pędził przez wrzosowiska i pozbawiony liści las, gdy z ołowianego nieba padał nieustannie lodowaty deszcz, o szóstej po południu, kiedy słońce już zaszło i niebo było ciemne, przez otwór w murze przepchnięto wiklinowy koszyk. Z początku strażnicy niczego me dostrzegli. Ostatecznie patrzyli w złą stronę, było ciemno i mokro, a oni bez przerwy tupali nogami, zerkając ponuro i tęsknie ku światłom wioski.Potem jednak usłyszeli wysoki, żałosny płacz.

Wówczas spuścili wzrok i ujrzeli stojący u stóp koszyk. W koszyku tkwiło zawiniątko, tobołek z nasączonego oliwą jedwabiu i wełnianych kocyków. Z jednej strony wystawała z niego czerwona zapłakana twarzyczka o zaciśniętych małych oczkach i szeroko otwartych ustach, wrzeszczących i głodnych.

Do kocyka zaś srebrną szpilką przypięto skrawek pergaminu, na którym napisano eleganckim, choć nieco archaicznym pismem, następujące słowa: „Tristran Thom”.

ROZDZIAŁ DRUGI

W którym Tristran Thorn osiąga wiek męski i składa pochopną obietnicę

Mijały lata.

Następny magiczny jarmark odbył się zgodnie z planem po drugiej stronie muru. Młody Tristran Thorn, który wówczas liczył sobie osiem lat, nie uczestniczył w nim, bo tuż przedtem wysłano go z wizytą do niezwykle dalekich krewnych we wsi leżącej o dzień jazdy od Muru.

Jego siostrze Louisie, młodszej o sześć miesięcy, pozwolono natomiast pójść na jarmark, co niezmiernie zirytowało chłopca, podobnie jak fakt, że Louisa kupiła tam sobie szklaną kulę wypełnioną iskierkami światła, które migotały i połyskiwały w mroku i łagodnie rozświetlały ciemność ich sypialni na farmie. Tymczasem Tristran przywiózł od swych krewnych jedynie paskudną odrę.

Wkrótce potem ich kotka urodziła troje kociąt. Dwa były czarno-białe, jak ona sama, futro trzeciego połyskiwało błękitem, a jego oczy zmieniały barwę w zależności od nastroju, od zielonozłotych po różowe, szkarłatne i czerwone.



23 из 165