– Oooch, co my zrobimy? – szepnęła dziewczynka, ze strachu szeroko otwierając oczy.

Starszy od niej braciszek już zaczął potrząsać Marit.

– Hej! Obudź się, wstawaj, tu jest zimno!

Ale Marit ani drgnęła.

Rodzeństwo popatrzyło na siebie zakłopotane.

– Ona nie może tu zostać. A my nie damy rady jej przenieść. Musimy kogoś powiadomić.

Dzieci pochodziły z wioski i nie bardzo wiedziały, gdzie leży najbliższa zagroda. Poza tym było nią Grodzisko, a tam i tak nie uzyskałyby żadnej pomocy. Pobiegły więc najprędzej jak się dało długą drogą w dół do wioski. Porosty, które zebrały, przy podskokach wysypywały się z koszyczków i padały na ścieżkę niczym białe piłeczki.

Ponieważ droga niemal przez cały czas wiodła w dół, poruszały się szybko, czasami tak szybko, że nie były w stanie zwolnić na zakrętach i zatrzymywały się dopiero na gęstych zaroślach.

Dzieci nigdy jeszcze nie przeżyły czegoś równie przerażającego i równie ekscytującego.

Zdyszane, podniecone i wystraszone dotarły do pierwszych zabudowań wioski. Ich własny dom położony był jeszcze niżej, ale sklep był tuż, tuż i chłopczyk tam właśnie się skierował. Siostrzyczka deptała mu po piętach, bo zawsze robiła to co on. Ledwie utrzymywali się teraz na nogach po tak długim biegu, bo stroma droga w dół zawsze nadweręża kolana i ścięgna.

W sklepie byli ludzie, a dramatyczne wydarzenia pomogły malcom przezwyciężyć wrodzoną nieśmiałość. Wszyscy zorientowali się, że dzieciom przydarzyło się coś naprawdę niezwykłego, przysłuchiwali się więc im z uwagą.

– Na bagnach… leży… jakaś kobieta – wysapał chłopczyk.

– Myśleliśmy, że ona nie żyje, ale tak nie jest.

– W którym miejscu na bagnach? – spytał kupiec.

Dzieci z zapałem wymachiwały rękami.

– Wysoko na wzgórzu.

– Potraficie wskazać drogę?

W oczach malców zapłonęły iskierki niepokoju. Czy trafią z powrotem w tamto miejsce?



10 из 185