
Ojej! Znów dzieje się z nim to samo! Dobrze, że siedzi.
Pamiętał, że zdjęła wtedy majtki i już prawie wspięła się do niego na łóżko, kiedy rozległy się kroki i wszystko tak nagle się skończyło. Co takiego powiedziała zirytowana? „Czyżbym nigdy nie miała poczuć w sobie mężczyzny?”
Rzeczywiście, mówiła prawdę: wtedy była zupełnie inna. Teraz wydawała się taka spokojna i miła, trochę bezradna. Tamtym razem przebijała z niej agresja.
– Czy ta opowieść o czarownicy jest prawdziwa? – spytał zażenowany.
Elena zaraz się ożywiła.
– O, tak, musisz mi uwierzyć, ja nie jestem taka, jak byłam wtedy. Właściwie nigdy nie przeklinam, no, najwyżej czasem, i w ogóle nic umiem postępować z chłopcami. To ta wiedźma, Griselda, nienawidziła mnie i uczyniła mnie złą. Jestem już teraz uzdrowiona, zły urok został pokonany.
Misza przełknął ślinę. Kiwał głową na znak, że jej wierzy, choć sam nie był wcale o tym przekonany.
– Eleno – rzekł nieśmiało. – Tak bardzo chciałbym zobaczyć świat. Czy ty mogłabyś mi go pokazać?
Wtedy dziewczyna się uśmiechnęła.
– To niebagatelna prośba! Ale może masz na myśli tutejszą okolicę, w pobliżu szpitala?
– Tak, właśnie tak – odparł z ulgą.
Dostrzegłszy pełne wahania spojrzenie, jakim obrzuciła jego twarz, zrozumiał natychmiast, że chyba poprosił o zbyt wiele.
– Przepraszam, mówili mi przecież, że wyglądam trochę dziwnie.
– Wcale nie o tym myślałam – odpowiedziała Elena jakoś za prędko. – Tylko miałeś chyba teraz jeść obiad, tak twierdzili w recepcji.
