
– Ale ja jestem taka zajęta – westchnęła poirytowana matka. – Musisz mi zrobić tę przysługę, Liljo. Moja antyczna maszyna do szycia została na stryszku, tak mi żal, że o niej zapomniałam. To bardzo wartościowy sprzęt, zarówno ze względów uczuciowych, jak i czysto finansowych. Nie jest ciężka, bez kłopotu przeniesiesz ją jedną ręką.
– Ale przecież mieszkają tam teraz jacyś ludzie! Nie mogę…
– Wiem, wiem. Sprowadziła się tam pewna elegancka dama, Zenda Brown. W rozmowie okazała wiele uprzejmości, na pewno więc pozwoli ci zabrać maszynę. Zajmij się tym teraz, Liljo, i nie stwarzaj niepotrzebnych problemów! Możesz polecieć gondolą tam i z powrotem, odchodzą przecież co kwadrans. No już, pospiesz się, ta maszyna należała jeszcze do mojej babki, a po mnie odziedziczysz ją ty, nie zapominaj o tym! Tylko włóż kurtkę, ubrałaś się stanowczo za cienko.
Lilja stłumiła westchnienie niechęci. Poprzysięgła sobie kiedyś, że już nigdy w życiu nie wróci do Małego Madrytu, ale najwidoczniej przysięgi nie zawsze można dotrzymać.
Na pustej ulicy panowała cisza, było wczesne popołudnie, większość ludzi nie wróciła zapewne jeszcze z pracy.
No, jest i dom. Na jego widok Lilja oblała się potem. Wszystko, co się tu wydarzyło… W kurtce zrobiło jej się za gorąco, zdjęła ją.
Od zewnątrz dom pomalowano. Ściany miały słodki różowy kolor, węgły i parapety odnowiono na biało, pod daszkiem werandy i nad oknami umieszczono też różne ozdoby, Cóż, jeśli komuś podoba się taki styl, niech będzie i tak.
Zdaniem Lilji jednak dom był zanadto przesłodzony, wyglądał jak domek dla lalek.
Matka telefonowała do tej Zendy Brown, ale nikt nie odbierał. Skąd więc miała przekonanie, że Lilja kogoś zastanie? Lilja dostała do ręki klucz, a na koniec matka jej przykazała: „Jeśli Zendy Brown nie będzie, to po prostu pójdziesz na gorę i zabierzesz maszynę. Przecież to twój dawny dom”.
